Obrazy przedstawiane przez prolajferów rzeczywiście mogą przerażać i szokować. A powód jest niezmiernie prosty: uświadamiają one, co niektóre matki, ojcowie i część lekarzy robi z dziećmi. Szokuje także fakt, że nie brak polityków, którzy uważają, że rozrywanie dzieci na strzępy powinno być dozwolone, i publicystów, którzy przekonują, że okrutne morderstwo może być czyimkolwiek prawem.
I to właśnie ta prawda o aborcji boli najbardziej. Tu nie chodzi o przyzwoitość czy obronę dzieci (swoją drogą w wielu filmach dzieci widzą o wiele gorsze sceny, i nikomu to jakoś szczególnie nie przeszkadza), ale o to, by uniemożliwić ludziom zmierzenie się z prawdą o masowym mordzie, jaki dokonuje się na naszych oczach. Dla kobiet i mężczyzn, którzy mają na swoim koncie zabicie swojego dziecka, albo przynajmniej znają kogoś, kto to zrobił pokazanie czym jest aborcja może być szokiem. Ale tylko dzięki temu szokowi można wyprowadzić ich z błędu i pomóc w pojednaniu z samym sobą.
A policja zamiast zajmować się ściganiem ludzi, którzy mają odwagę mówić prawdę, powinna raczej zająć się ściganiem morderców w lekarskich fartuchach, którzy łamią polskie prawo i zabijają dzieci. Nie zaszkodziłoby także przebadać, czy przypadkiem rozmaite Federy i Pontony nie łamią polskiego prawa namawiając do aborcji i promując wczesnoporonne pigułki. To jest zadaniem policji, a nie ściganie legalnie odbywających się pikiet, tylko dlatego, że komuś nie podoba się prawda o aborcji.

