O Wisławie Szymborskiej można mieć różne opinie. Jej życiorys daleki jest od doskonałości. Wiersze ku czci Stalina (nie tak znowu rzadkie, warto przypomnieć, co o Jarosławie Marku Rymkiewiczu pisał Jacek Trznadel) i Lenina, wspierania komuny nawet w latach 70., brak rozliczenia z tym etapem swojego życia czy całkowicie salonowe podejście do polityki – to wszystko są niewątpliwie sprawy ważne. Ale – po pierwsze nie kwestionują one wartości poezji Szymborskiej (ja mam akurat innych ukochanych polskich poetów, ale w niczym nie zmienia to faktu, że i Noblistkę czytam z zainteresowaniem), która – jak wiele dzieł literackich – broni się siłą słowa, a nie życia autora. Po drugie zaś czas tuż po śmierci jest czasem modlitwy za zmarłego, a nie całościowej oceny jego życia. Od tego jest już Pan sprawiedliwy, ale i miłosierny, a my możemy się z tym wstrzymać na kilka przynajmniej dni.

 

Co winni jesteśmy zmarłym?

 

Takie odejście wynika nie tylko z szacunku dla uczuć innych, ale przede wszystkim z chrześcijańskiego podejścia szacunku dla zmarłych. Każdemu jesteśmy w tej sytuacji winni przynajmniej godny pochówek (uszanowanie ciała zmarłego); modlitwę; i wreszcie pozostawienie całościowego osądu życia Bogu. On zna bowiem wszystkie aspekty, problemy i niuanse wyborów. On wie, czy w życiu zmarłego dokonała się skrucha, czy był w nim żal za grzechy. On zna przyczyny i skutki i może oceniać w całości. Nam pozostaje gdybanie, szczególnie nie na miejscu, gdy dotyczy osoby zmarłej, czekającej jeszcze na pogrzeb.


W tradycji chrześcijańskiej kilka dni po śmierci jest kluczowym czasem zaangażowania modlitewnego. Prawosławni wierzą, że w tym czasie człowiek przechodzi przez oczyszczenie i szczególnie potrzebuje wsparcia tu z ziemi. Nasze msze gregoriańskie mają podobny cel, mają ułatwić człowiekowi, za pośrednictwem Najświętszej Ofiary, spotkanie z Bogiem. I w tym momencie nie ma znaczenia, czy osoba, która zmarła miała podobne poglądy, jak my, czy też zupełnie inne. Liczy się to, że potrzebuje naszej pomocy. Chrześcijanin nie odwraca się z pogardą wobec najbardziej potrzebującego, ale – jak za życia, jeśli się mylił starał się wyprowadzić go z błędu – tak po śmierci trwa na pokornej modlitwie. I błaga Boga, by zlitował się nad zmarłym, który jak każdy z nas nie jest godzien zbawienia.


Ale jest też drugi – zdecydowanie mniej ważny, ale też warty rozważenia – powód, dla którego warto milczeć nad grobami. Dla wielu ludzi zmarły, tak jak Wisława Szymborska, może być autorytetem. Mają rację czy nie, nie ma w tym momencie znaczenia, nie warto jednak ranić ich uczuć i emocji. Jeśli chcemy, by szacunek okazywano naszym zmarłym, to to samo winniśmy „ich” zmarłym (pomijam, że nie widzę powodów do takiego podziału). I nie ma znaczenia, czy „oni” zachowali się tak, jak powinni. Moralności powinniśmy wymagać przede wszystkim od siebie. Tak, byśmy sobie nic nie mieli do zarzucenia.

 

Wstrzymać się od osądzania

 

Śmierć Innego nie powinna też budzić w chrześcijaninie satysfakcji, ale zawsze pytanie, czy ja jestem przygotowany na swoją śmierć? Emocjonalne, nawet jeśli słuszne, etykietowanie, ocenianie innych jest wygodnym narzędziem przesłaniania prawdy o sobie samym. Problem w tym, że na Sądzie Ostatecznym nikt nie będzie nas pytał o stalinowskie wiersze Wisławy Szymborskiej, ale o to, jak wypełniliśmy swoje powołanie. Czy byliśmy wierni żonie i dzieciom? Czy kochaliśmy najbliższych? Czy była w nas pogarda? Czy dotrzymywaliśmy słowa? We wstrząsającym wyliczeniu grzechów u św. Pawła odnaleźć się może każdy. „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” - pisał św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor. 6, 9-11). A św. Jan uzupełniał: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J, 1, 8) - napisał św. Jan.


Na takim sądzie każdy z nas będzie miał sobie wówczas niemało do wyrzucenia. Ja przynajmniej tak. Każdy z nas będzie niegodny zbawienia, spotkania z Bogiem, przebywania z Nim. Jeśli zaś Bóg, mimo to, nas do siebie przytuli, przygarnie, to nie ze względu na zasługi, których nie mamy, ale z powodu wielkiego swojego Miłosierdzia. A warto też przypomnieć miarę jaką będziemy sądzeni. Nie będzie nim nasza własna sprawiedliwość, ale miłosierdzie. „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie»” - mówił Jezus (Łk 6, 37-38). A my sami codziennie w modlitwie powtarzamy: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy”.


I nie chodzi tu wcale o to, by robić świętych z grzeszników, by udawać, że ktoś był nieskazitelny. Ale o świadomość, że wobec śmierci pierwszym obowiązkiem jest modlitwa i przebaczenie, dokładnie takie samo, jakiego my będziemy potrzebować. Warto też pamiętać, że mamy obowiązek pouczenia, napomnienia braterskiego, ale dotyczy on żywych. Z nimi trzeba i można, nawet bardzo ostro, polemizować, spierać się, wykłócać. Po śmierci jednak ten czas się skończył, i warto zwyczajnie powierzyć ich Miłosierdziu, licząc, że i za nas ktoś kiedyś modlić się będzie.

 

Co po nas zostanie?

 

I wreszcie kwestia ostatnia. Ocena życia kogokolwiek powinna być zawsze całościowa. I zawsze powinniśmy w nim dostrzegać zarówno dobro, jak i zło. Sąd ostateczny – według pięknego obrazu Sergiusza Bułgakowa – polegać ma na rodzieleniu w człowieku tego, co dobre od tego, co złe. Obrazu (tego, co zaplanował dla nas Bóg) od podobieństwa (tego, co z obrazem zrobiliśmy). Nie mnie oceniać, co z obrazem zrobiła Wisława Szymborska, ale wiem, że na pewno przekazała światu trochę piękna. To po niej pozostanie. Daleki jestem od jednostronnej apologii słynnej tezy Fiodora Dostojewskiego, że „piękno zbawi świat”, to jednocześnie nie mam wątpliwości, że to, co naprawdę piękne, dobre i prawdziwe przetrwa próbę śmierci, i że będziemy się tym cieszyć po drugiej stronie. I tak będzie przynajmniej z kilkoma wierszami Szymborskiej. Za co warto jej być wdzięcznym, nawet pamiętając o złych wyborach moralnych.

 

Tomasz P. Terlikowski