Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jeśli ktoś maluje czy w jakikolwiek inny sposób dokumentuje obrazy przedstawiające akty seksualne z dziećmi – to normalny nie jest. A że później swoje zboczone zainteresowania przykrywa opowieściami o tym, że jest to sztuka krytyczna, której celem jest rozprawienie się z pedofilią w Kościele (swoją drogą ciekawe, dlaczego „artysta” nie zajął się pedofilią Romana Polańskiego i walką z jej usprawiedliwianiem wśród polskich elitek), też specjalnie nie zaskakuje. Szukanie usprawiedliwień dla obrzydliwych zainteresowań jest dość naturalne.

 

Jeśli coś zaskakuje, to tylko to, że sąd uznał, że można malować dziecięcą pornografię, jeśli tylko zapewni się, że to sztuka krytyczna, której celem jest walka z Kościołem. Czekam na kolejne wyroki, w których sąd uniewinni przestępców robiących zdjęcia dzieciom w trakcie aktów z dorosłymi, którzy zapewnią, że robili to krytycznie, byle tylko potępić Kościół. Można by też uniewinnić przestępców, którzy wykorzystują chłopców na dworcach, o ile zapewnią, że ich działania to performance, którego celem jest rozprawienie się z pedofilami w sutannach. Absurd? No pewnie, że tak, ale takim samym absurdem jest usprawiedliwienie rzekomego artysty, który namalował kilkadziesiąt obrzydliwych, pornograficznych, pedofilskich obrazów, a którego uniewinniono tylko dlatego, że podkreślał, że on realizując swoje zboczone zainteresowania walczył z Kościołem. I właśnie ta walka z Kościołem usprawiedliwiała obrzydliwe zachowania, których u normalnego faceta, niezależnie od tego czy jest artystą, reżyserem, księdzem czy nauczycielem tolerować nie można.

 

Tomasz P. Terlikowski