I choć gest papieża zachwyca, wywołuje łezkę w oku i pozwala mediom na nowo wzbudzić zainteresowanie, to – jeśli nic się nie zmieni – za jakiś czas będzie on niemal niemożliwy. Na rynek już weszły testy, które pozwalają wykryć zespół Downa z niemal stuprocentową skutecznością, bez potrzeby niebezpiecznych badań. A jako że już teraz w krajach zachodnich ponad 95 procent dzieci, u których zdiagnozowano Zespół Downa, jest zabijanych przed narodzeniem, to rychło może się okazać, że nie będzie już „muminków”, które będzie można zaprosić na taką przejażdżkę (co zostanie określone „rozwiązaniem problemu zespołu Downa”).

Zamiast więc wzruszać się zachowaniem papieskim, trzeba zacząć wyciągać z niego wnioski. A te są jasne. Każdy człowiek ma prawo do życia, każdy jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże, każdemu należy się szacunek, pomoc i serdeczność. Osoby z Zespołem Downa nie mogą być z tej wspólnoty wyłączane, nie można przyznawać licencji na ich zabijanie. A w większości krajów zachodnich, także w Polsce, tak właśnie jest. Posłuszeństwo papieżowi, szacunek dla niego wymaga więc, by zrobić wszystko, aby to zmienić. W Polsce jest na to szansa. Właśnie trwa zbiórka podpisów pod projektem ustawy zakazującej zabijania dzieci z Zespołem Downa. Wciąż można się jeszcze podpisać, a potem naciskać na posłów, by ci pozwolili, by także takie osoby mogły żyć, cieszyć się życiem w stopniu o wiele wyższym, niż zdecydowana większość zdrowych.

Tomasz P. Terlikowski