I z taką właśnie teorią mamy do czynienia w wywiadzie, którego udzielił Giacomo Galleazzi dziennikowi „Polska. The Times”. Z wywiadu tego wynika, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że Karol Wojtyła został uznany za przyszłego papieża już w 1945 roku. „Wojtyła już od końca drugiej wojny światowej został wybrany jako gwarant równowagi, wybrany, by zniszczyć komunizm. Opierając się na poufnych źródłach i niepublikowanych wcześniej dokumentach, nasze dochodzenie pokazuje, jak Wojtyła mógł być wybrany już za młodu do realizacji geopolitycznego projektu, który miał na celu obalenie bloku wschodniego, przy użyciu Polski jako bazy” – oznajmia watykanista.

Nie jest niestety jasne, kto, dlaczego i po co wybierał młodziutkiego księdza. I jak zamierzał zrealizować swoje plany. Ale w końcu nie chodzi o szczegóły, tylko o to, żeby było ciekawie. I jest, bo dalej Galleazzi przekonuje, że „metody użyte przez Wojtyłę i środki, jakimi się posłużył, z całą pewnością nie były »ortodoksyjne«. Papież zachował się bardziej jak lider polityczny niż głowa Kościoła - użyte zostały środki i osoby o różnej reputacji - tajni agenci, księża jak Pavel Hnilica, bankierzy - żeby osiągnąć cel geopolityczny i strategiczny”. I niestety nadal nie jest jasne, kto i dlaczego pozwolił papieżowi na stosowanie takich „nieortodoksyjnych” środków. Nie jest też jasne, co jest nieortodoksyjnego w budowaniu szerokiej koalicji na rzecz zniszczenia komunizmu. Koalicji, w której skład wchodzą księża, bankierzy czy nawet agenci? Czy zdaniem Galleazziego papież powinien tylko się modlić, działanie pozostawiając komunistom?

Jeśli ktoś zdzierży ten fragment wywiadu, to dalej jest tylko zabawniej. Można się bowiem dowiedzieć, że przyczyną, dla których część biskupów nie chce beatyfikacji Jana Pawła II, jest fakt, że wspierał on „ruchy fundamentalistyczne”. „Opus Dei, Comunione e Liberazione czy Legionari di Cristo (Legioniści Chrystusa), które stały się »Kościołem w Kościele«. Te ruchy mają własne źródła finansowania, wizję Kościoła niekoniecznie zbieżną z tą tradycyjną, aktywnie uczestniczą w polityce. To wszystko odbywało się za zgodą Wojtyły, który miał niemal obsesję na punkcie komunizmu i konieczności stworzenia wojującego Kościoła, który zwalczałby ateizm wszelkimi środkami” – oznajmia Galleazzi, jakby zapominając, że walka z ateizmem, który odciąga ludzi od Boga, jest zadaniem – a nie obsesją – Kościoła i papieża.

I wreszcie kwestia ostatnia. Szkoda, że zamiast zająć się problemami rzeczywiście istotnymi, takimi jak choćby wyjaśnieniem, kto i dlaczego w najbliższym otoczeniu Jana Pawła II krył Legionistów Chrystusa, Galleazzi zajmuje się szukaniem spisku na masową skalę, który miał wynieść do godności papieskiej Karola Wojtyłę. Szkoda, bo te fragmenty wywiadu, które są rzeczywiście interesujące, muszą być poddane w wątpliwość z powodu reszty.

Tomasz P. Terlikowski

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »