Tyle w zasadzie wystarczyłoby za komentarz w całej tej sprawie. Ale nie sposób nie zauważyć, że odpowiedź ta wpisuje się w szerszy problem, jakim jest strach Owsiaka przed chrześcijaństwem i katolicyzmem. Usuwanie namiotu Przystanku Jezus z Woodstocku, zniszczenie wystawy Wybierz Życie – to dobre, bo o wiele symptomatyczniejsze, przykłady niechęci twórcy WOŚP do tego, co niesie ze sobą chrześcijaństwo, a nawet do zwyczajnej rozmowy, która jest czymś innym niż poklepywaniem autorytetów po plecach czy politpoprawną politgramotą. O eutanazji można rozmawiać tylko po to, by przekonywać, że jest ona miłosierdziem, ale gdy ktoś chce powiedzieć, że tak nie jest, to trzeba go skierować na terapię.

 

I ja jakoś nawet to rozumiem. Chrześcijaństwo jest realną propozycją, drogą szczęścia, miłości, spotkania z Bogiem i usensowniania cierpienia przez krzyż (w miejsce likwidacji go poprzez likwidację cierpiących). Ten, kto spotka Chrystusa już nie potrzebuje do szczęścia ideologii luzu czy „terapii poprzez rock'n'roll” (choć oczywiście słuchać go może, jak wcześniej). Ewangelia jest też o wiele głębszą i pełniejszą i piękniejszą wizją człowieka, niż to, co może zaproponować woodstockowa ideologia. I stąd bierze się lęk Jerzego Owsiaka przed rozmową z tymi, którzy starają się o tym mówić, a także niechęć do mówienia o tej wizji na jego terenie. Ale, panie Jerzy, naprawdę, proszę się nie bać. Jezus Chrystus może wyzwolić i Pana. Z przekonania o tym, że eutanazja jest miłosierdziem, ale i z uznania, że inaczej myślących czy przeciwników eutanazji trzeba poddawać terapii. Musi się Pan tylko przestać bać, krzyczeć i ciskać. A moja propozycja pozostaje aktualna. Jak tylko przestanie Pan uciekać i się lękać, proszę dać znać.  Ja, w odróżnieniu od Pana, nie boję się bowiem ludzi o innych poglądach i innym stylu życia. Bywam ostry i krytyczny, ale chętnie rozmawiam.

 

Tomasz P. Terlikowski