Stefan Niesiołowski nie od dzisiaj słynie z tego, że słowa nie mają dla niego znaczenia. Ale ostatnio przechodzi już sam siebie. Dziś zaatakował dwóch dziennikarzy dawnego „Uważam Rze”: Pawła Lisickiego i Cezarego Gmyza. - Dla mnie pan Gmyz, Wróblewski, cała ta ferajna nie istnieje. Słusznie ich wyrzucono z "Rzeczpospolitej". Lisicki może zrobić karierę w przemyśle pornograficznym pisząc znakomite pornograficzne opowiadania do "Faktu". Wróżę mu dużą przyszłość w tej branży. A Gmyz? Mało mnie obchodzi pan Gmyz. Proponuję sprzątanie miasta. Zdaje się, w niektórych dzielnicach trochę śmieci zalega - mówił Niesiołowski w Superstacji.

 

A teraz proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby taką opinię sformułował jakiś polityk PiS o dziennikarzach „Gazety Wyborczej” albo „Polityki”? Na przykład o Adamie Michniku i Pawle Wrońskim? Jakie gromy posypałyby się na jego głowę, jakie oburzenie wyrażałyby organizacje dziennikarskie. Ile atramentu by wylano, by potępić nieszczęśnika i wyrazić solidarność z dziennikarzami. A tu nic. Cisza. Ktoś, jak Wojciech Mazowiecki, nerwowo się skrzywi i stwierdzi, że poseł szkodzi sprawie, bo dostarcza argumentów prawicy. Ktoś inny, jak Tomasz Lis podkreśli, że w przypadku Niesiołowskiego w ogóle nie można mówić o oszołomstwie czy mowie nienawiści, bo przecież on nasz, swój i atakuje obcych, więc jemu wolno wszystko. Minister Boni, tak zajęty jest pouczaniem Kościoła, jakie kazania ma on dopuszczać, że nie znajduje czasu na to, by porozmawiać z partyjnym kolegą.

 

To zachowanie pokazuje całkowicie jednoznacznie, że w istocie w walce z „mową nienawiści” w ogóle nie chodzi o obronę standardów czy zmniejszanie napięć społecznych, a jedynie o to, by znaleźć nowy bicz na opozycję czy coraz mniej licznych odważnych dziennikarzy, którzy nie chcą podporządkować się coraz lepiej widocznemu totalizmowi medialno-politycznemu PO. To oni mają być ofiarami, a mowa nienawiści ograniczać się ma do prawicy. Ci, którzy myślą poprawnie, zgodnie ze standardami politycznymi, mogą spać spokojnie. Oni mogą mówić, co chcą i kiedy chcą, obrażać każdego i wszystkich. Nimi Boni się nie zajmie, bo przecież nie odbierze swojemu pryncypałowi broni w walkach z opozycją... I właśnie dlatego bajki o walce z „mową nienawiści” można włożyć między bajki.

 

Tomasz P. Terlikowski