Ale to już było – chciałoby się zaśpiewać obserwując walkę o przetrwanie, jaką toczy obecnie SLD. Leszek Miller na czele tej formacji to najlepszy dowód na to, że politycy tej partii stracili umiejętność odczytywania nastrojów elektoratu, i że jedynym pomysłem, jaki mają na przyszłość jest powrót do przeszłości, do podtrzymywania najbardziej betonowych resentymentów postkomunistycznych. Działanie takie nie jest już jednak skuteczne.

 

Wyborcy lewicy, którzy głosowali na nią, chcąc mieć pewność, że ich interesy nie zostaną naruszone mogą swobodnie wybrać SLD. A nowa lewica jeśli zdobywa głosy to raczej na agresywnym antyklerykalizmie i nowinkach światopoglądowych. Dla mediów te ostatnie są o wiele bardziej atrakcyjne, niż postkomuna, stąd można się spodziewać, że w najbliższych latach to raczej Ruch Poparcia Palikota będzie się wzmacniał, a SLD traciło. A ostrożne, by nie powiedzieć konserwatywne w kwestiach obyczajowych SLD Leszka Millera, nie będzie w stanie odbierać im głosów.

 

Niebezpieczne dla starej lewicy, ale również dla Polski, może być również to, że – wbrew nadziejom Jarosława Kaczyńskiego – ostry kryzys ekonomiczny, który niewątpliwie nadchodzi może wynieść do władzy nie tyle Prawo i Sprawiedliwość, ile Palikota. I to on może się stać polskim Orbanem. Powód jest zaś niezmiernie prosty. Lider nowej lewicy ma nie tylko liberalne poglądy gospodarcze, ale również uchodzi – jako biznesmen – za specjalistę od tych spraw (nie ma znaczenia, czy rzeczywiście nim jest, bo w polityce liczy się wizerunek, a nie fakty). Co więcej udało mu się stworzyć wrażenie, że przychodzi spoza mainstreamu, co także w sytuacji mocnego kryzysu może być atutem. Jeśli zaś do tego dodać ogromne umiejętności marketingowe – to obraz staje się pełny.

 

Trzeba sobie zatem jasno powiedzieć, że choć SLD umiera, to rodzi się w Polsce nowa lewica. O niebo bardziej niebezpieczna światopoglądowo, niż jej poprzedniczka. A do tego mająca szansę przejąć władzę. Szczególnie jeśli druga strona nie skupi się na pisaniu scenariusza na realny kryzys. Opowieści o nowym Budapeszcie nie wystarczą. Trzeba zabrać się do pracy i poważnie zastanowić, jak zatrzymać Palikota. On ma już scenariusz przejęcia władzy. I wcale nie jest on nieprawdopodobny.

 

Tomasz P. Terlikowski