Wpis Janusza Palikota traktuje o szkole Braci Szkolnych z Gdańska (mam do tego zgromadzenia dużo sentymentu, bo moim patronem z bierzmowania jest właśnie ich założyciel św. Jan de la Salle) i o tym, co wydarzyć się miało w ich placówce. Problem polega na tym, że Palikot uznał, że szkoła jest salezjańska i o salezjanach pisze. Z niewiadomych powodów wspomina też coś o „kapłanach”, nawet nie dostrzegając, że zgromadzenie, którego sprawa dotyczy jest zgromadzeniem brackim, i księży w nim zwyczajnie nie ma.
Niewiele wspólnego z rzeczywistością mają też uwagi na temat liczby pedofilii wśród księży. Palikot podaje badania o tym, że ma ich być 30 procent (tu powołuje się na internautów, którzy cytują badania prof. Hansa Oberhoffa). I choć każdy, kto zajmował się tą sprawą wie, że zdecydowana większość skandali seksualnych w Kościele dotyczy homoseksualistów, a nie pedofilii, i że tych ostatnich jest wśród duchownych kilkakrotnie mniej niż wśród nauczycieli czy trenerów, a nawet dziennikarzy, to Palikot udaje że tego nie wie. A udaje, bo wie, że nienawiść do duchownych i szerzej do katolików jest jedynym paliwem jego formacji. Ideowa, intelektualna pustka Ruchu jego imienia, może być zasłonięta wyłącznie przez budowanie nienawiści do Kościoła i księży.
Kłamstwo zaś już tak bardzo weszło Palikotowi w krew, że nawet nie zauważa on, gdy kompromituje się do reszty nie odróżniając Braci Szkolnych (na świecie zwanych lasallianami) od Towarzystwa Salezjańskiego, czy braci od księży. Szatańska nienawiść jest tak ślepa, że Palikotowi jest obojętne, na kogo konkretnie pluje. Liczy się dla niego tylko to, że może zaatakować Kościół, i dorobić mu gębę.
Tomasz P. Terlikowski
