A najlepiej pokażą to cytaty.

 

„Seweryn Blumastajn paradował z transparentem „Ja pierdolę nie rodzę”. „Szata czyni cuda” uważam za dowcip demaskująco śmieszny, żart Blumsztajna za kpinę ożywczą, bo wieloznaczną. Oba mieszczą się w nurcie Manify - niegrzecznym, libertyńskim, wyzwalającym w sensie obyczajowym. Świeży powiew w zatęchłej od powagi ojczyźnie” - oznajmia Pacewicz. I w zasadzie tego elementu nie da się nawet sensownie skomentować. Poczucie humoru każdy jakieś ma, a o gustach się nie dyskutuje. Ale ja tego powiewu świeżości w słowie p... nie dostrzegam.

 

„Kościół jest ideowym zapleczem polskiego patriarchatu i konserwy obyczajowej. "Mąż może pić, bić maltretować, a żona musi przy nim siedzieć, bo przysięgała przed Bogiem" - mówiła manifestantka, a tłum bił brawo. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych ma pełne szuflady dowodów na taką, także taką, prawdę o polskich rodzinach” - przekonuje Pacewicz dalej. Polemizować z takimi ocenami nie sposób, bowiem wicenaczelny „GW” i jego feministyczne koleżanki zapomniał bowiem dodać, że kobieta też może pić i bić, a mąż też ma obowiązek przy niej trwać, bo przysięgał jej przed Bogiem. A do tego – jak typowy ignorant chory z nienawiści do Kościoła – zapomniał dodać (a może nie zadzwonił do PARPA), że kobiety tkwiące przy mężach alkoholikach są także współuzależnione, a jednym z objawów tegoż są trudności z opuszczeniem osoby uzależnionej. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, gdy z „ożywczym humorem” można przywalić Kościołowi.

 

Dalej Pacewicz dzieli się swoimi seksualnymi problemami. „Kościelna obsesja na punkcie seksualności trwa, a niemiecki papież nie ustępuje tu polskiemu. Antykoncepcja to grzech śmiertelny, in vitro to wyrafinowana aborcja, a aborcja to po prostu Holocaust - to wszystko bije przede wszystkim w kobiety. Manifestacja rozbrajała śmiechem tę obsesję. "Mówią nam, że masturbacja jest grzechem” - grzmi feminista. I jak poprzednio nawet nie wiadomo od czego zacząć. Kwestia aborcji nie jest kwestią seksualności, tylko zabijania. I rzeczywiście na całym świecie uderza ona w kobiety. Zarówno te, które są zabijane (o wiele częściej niż chłopcy), ale także w te, które – między innymi pod wpływem głupstw wypisywanych przez Pacewicza, decydują się na zabicie swoich dzieci. Zespół poaborcyjny to nie jakieś fiki miki feministek, ale gigantyczny problem. Nie ma też nic związanego z seksem w stwierdzeniu, że aborcja jest drugim Holokaustem. To fakt. Rocznie ginie w wyniku aborcji ponad dziesięciokrotnie więcej osób, niż w ciągu całego Szoah. Z tą prawdą trzeba się zmierzyć, a nie udawać, że nie rozumie się, że zabijanie nie jest związane z seksualnością.

 

Zaskakująco brzmią też uwagi na temat antykoncepcji i masturbacji. Obie są rzeczywiście grzechami ciężkimi. I nie da się tej prawdy wyśmiać. Nikogo jednak ona nie skuwa okowami, ani nie uderza w kobiety, zarówno masturbacja, jak i antykoncepcja jest bowiem grzechem zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn... I choćby feministki i Pacewicz nie wiem, jak się natężali i tak tego nie zmienią... Tak jak nie zmienią tego, że na ich marszyki przychodzi garstka ludzi...

 

Tomasz P. Terlikowski