Wraz z odejściem do Pana Prymasa Glempa kończy się wielki i ważny czas posługi wielkich prymasów. On sam, choć nigdy nie aspirował do takiej roli, i wyraźnie nie najlepiej się z nią czuł, był przecież następcą Prymasów Hlonda i Wyszyńskiego, czyli ludzi, którzy swoją osobowością i charyzmą nie tylko naznaczyli Kościół, ale i tworzyli naród na zgliszczach, jakie zafundowali nam Sowieci i Niemcy. Prymas Glemp, choć ostrożniej, z wyraźnym lękiem, i czasem mocno krytykowany, szedł ich śladem. I na swój sposób bardzo mocno naznaczył historię Kościoła. Po nim, za sprawą decyzji Ojca Świętego oraz reform posoborowych, czas prymasów się skończył. Kardynał Glemp stał na granicy. Był ostatnim reprezentantem tamtego modelu i kimś, kto tworzył nowy.

 

Ale mnie najmocniej zapadły w pamięć nie wydarzenia historyczne, ale niezwykłe wyznanie win w Warszawie. Pamiętam łamiący się głos metropolity warszawskiego, gdy zastanawiał się on, czy nie zaniedbał czegoś w odniesieniu do ks. Jerzego Popiełuszki, i to uczucie, że mam do czynienia z człowiekiem wielkim, bo potrafiącym wyznać swoje winy. I inny obraz, gdy ksiądz Prymas spotkał się z dziećmi, i zaczął się z nimi bawić, jak ciepły, sympatyczny dziadek, który może w ich otoczeniu zdjąć z siebie rolę hierarchy i cieszyć swoim kapłaństwem i duchowym ojcostwem. Uśmiech z tamtego spotkania, sprzed dziesięciu a może więcej lat, pojawiał się zawsze w mojej pamięci, gdy myślałem o ks. Prymasie. I chciałbym, żeby taki pozostał...

 

Wszystkich naszych czytelników proszę zaś o modlitwę za Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa. Ostatniego takiego Prymasa!

 

Tomasz P. Terlikowski