Tak o „Kamieniach na szaniec” mówi prof. Andrzej Janowski, biograf Aleksandra Kamińskiego i wiceminister edukacji narodowej w rządzie Jerzego Buzka w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Na pytanie, czy fundamentalne dla budzenia patriotyzmu książka powinna być w kanonie lektur uczony odpowiada: „Nie jestem pewien. Mnie ta książka ukształtowała. Nie ma jednak walorów literackich, nawet Kamiński mówił, że go to nie interesuje, że ważna jest wymowa dydaktyczna. Nawet moja córka, choć wiedziała, że to książka dla mnie ważna, po lekturze powiedziała mi: "Tato, to smutne i nudne". To może oznaczać, że żyjemy w normalnym kraju, w którym nikt już nie musi poświęcać życia dla ojczyzny”.

Problem polega tylko na tym, że to jakaś fundamentalna ślepota na rzeczywistość. Za Polskę nadal umierają ludzie, a wierność jej nadal wymaga poświęcenia i ofiary. Zazwyczaj nie z życia, ale z wygody, zadowolenia, poczucia bezpieczeństwa czy lepszej pracy. Jeśli Polska ma przetrwać, we wrogim (bo on wcale się nie zmieniło) otoczeniu geopolitycznym, to trzeba nasze dzieci nauczyć, co oznacza miłość Ojczyzny w czasach trudnych, i że niekiedy wymaga ona ofiary najwyższej. „Kamienie na szaniec” to taka właśnie książka. Odebranie jej dzieciom to wykastrowanie z ich myślenia, emocji ważnego elementu rzeczywistości. Wykastrowanie, które służyć może wyłącznie naszemu wynaradawianiu.

A do tego, w porównaniu z chłemem, które serwuje się naszym dzieciom jako lektury (zauważmy, że nawet słaby literacko i groźny duchowo Harry Potter załapał się na listy lektur) „Kamienie na szaniec” to po prostu świetna książka. Z ciekawymi bohaterami, akcją i przesłaniem, które nam wszystkim jest potrzebne...

Tomasz P. Terlikowski