Na razie ministerstwo nie chce komentować sprawy, ale ogólne założenia nowelizacji prawa są już znane. Wynika z nich, że do przedszkoli będą przyjmowane już dwulatki. A to, że kompletnie nie nadają się one do takich placówek, i że jest to powtarzanie standardów północnokoreańskich (co świetnie pokazał w „Gazecie Polskiej Codziennie” prof. Aleksander Nalaskowski) już nikogo nie obchodzi. Liczą się przecież pieniądze i „zapewnienie miejsc” dzieciom.

Idąc dalej tropem wytyczonym przez minister Szumilas należałoby uznać, że tam gdzie nie ma przedszkoli niemowlaki (w postępowym świecie nie ma co czekać z edukacją aż do momentu, gdy dziecko zostanie odłączone od piersi) i noworodki powinny być posyłane od razu do liceów, gdzie poddane zostałyby kursom miłości do Donalda, formacji proeuropejskiej, edukacji seksualnej w duchu Wandy Nowickiej i oczywiście wychowaniu na wzór Pawki Morozowa. Ku chwale ludowej, tfu, obywatelskiej Ojczyzny.

Tomasz P. Terlikowski