Wyobraźmy sobie, jak relacjonowałyby polskie media Parady Równości, gdyby maszerowały sobie one w stu siedmiu miastach, ile byłoby zachłystywania się sukcesem i opiniami o przebudzeniu Polski. Ale gdy w stu ośmiu miastach idą dziesiątki, a może nawet już setki tysięcy ludzi, dla których wartością jest rodzina, to media w zasadzie milczą (no chyba, że jak „Gazeta Wyborcza” uznają marsze za przejaw faszyzmu i zajmą się ich zwalczaniem). A mimo to, z roku na rok, marsze się powiększają, uczestniczy w nich więcej osób, i w coraz nowych miastach.

Organizatorzy parad Morłów (czy inne ptaków), gejowskich apeli, ba nawet Manify mogą tylko z zazdrością popatrzeć, jak organizują się Polacy, by świadczyć o tym, że rodzina (rodzina, czyli ojciec, matka i dzieci) jest dla nas wartością. I żeby nie było wątpliwości na marszach nie było biczowników, zabrakło na nich także faszystów, byli za to normalni, radośni ludzie z balonikami, dziećmi, flagami. Patos (czasem konieczny), kombatanctwo zostały w innych miejscach, a było świadectwo, że normalni są w większości. I oby tak zostało.

A najlepszym, ja przynajmniej nie mam, co do tego wątpliwości, zwieńczeniem tego marszu, będą dzisiejsze spotkania w domach. Ja sam proponuję, by wieczorem położyć dzieci spać, zgasić światło i zająć się powołaniem do życia nowego człowieka. Tak, aby w przyszłym roku uczestniczyć w marszu jeszcze większą gromadą. Czego sobie i państwu życzę.

Tomasz P. Terlikowski