Stwierdzenia te nie są zresztą powszechnie znane, a znaleźć się miały w odpowiedzi na pozew w sporze między Agorą (wydawcą "Gazety Wyborczej") a poetą i publicystą o zniesławienie. Cóż to za stwierdzenia? Tego niestety się nie dowiadujemy, ale wiemy za to, co jest niedopuszczalne, zdaniem członków stowarzyszenia.

„1) Niedopuszczalne jest publiczne odwoływanie się przy ocenach żyjących współcześnie osób do zdarzeń i sytuacji sprzed niemal 100 lat, a więc rozgrywających się w czasach niedających się pod żadnym względem porównać do współczesności.

2) Niedopuszczalne jest publiczne imputowanie osobom zasłużonym w walce o wolną Polskę postaw antypolskich i uzasadnianie tego zachowaniami członków ich rodzin w czasach młodości.

3) Niedopuszczalne jest publiczne stawianie znaku równości między polskością a katolicyzmem; jako świeckie państwa zamieszkane przez naród wielu równouprawnionych kultur, religii i wyznań powinniśmy za największą wartość uznać tolerancję i szacunek dla wszystkich przekonań religijnych, także dla bezwyznaniowości.

4) Niedopuszczalne jest publiczne wywoływanie i wykorzystywanie uprzedzeń antysemickich przez generowanie skojarzeń między brzmieniem nazwisk mogących należeć do rodzin polskich Żydów a postawami i zachowaniami określanymi jako antypolskie”.

Jednym słowem niedopuszczalne jest to wszystko, co mogłoby pokazać, że słowa Jarosława Marka Rymkiewicza mają coś wspólnego z rzeczywistością. Ale mniejsza już z tymi słowami. O wiele ciekawsza wydaje się bowiem strategia, by polemizować już nie z poeta, ale z pismami jego prawnika. I to za pomocą oświadczeń stowarzyszeń czy organizacji, których celem jest walka z antysemityzmem. W ten sposób, tylko dlatego, że prawnik poprosił o stawienie się przed sądem Adama Michnika i Seweryna Blumsztajna można sugerować, że mecenas, a zapewne także jego klient są antysemitami. I w ten sposób ich zdyskredytować.

A problem jest tylko taki, że w ten sposób dyskredytuje się samo pojęcie antysemityzmu i pozbawia znaczenia wezwania do walki z nim. Bo jeśli antysemityzmem, z którym trzeba walczyć jest już samo zapytanie o koneksje rodzinne redaktorów „Gazety Wyborczej”, to trudno potraktować takie apele i sygnujące je instytucje całkowicie poważnie. Dlatego apeluje do stowarzyszenia: nie ośmieszajcie walki z antysemityzmem, tylko po to, by przypodobać się „Gazecie Wyborczej”!

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »