Głęboko wzruszyłem się, kiedy przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” w rozliczeniowym tekście Tuska: „Czego dokonaliśmy, co nam się nie udało”, że głównym zadaniem jego rządu jest podniesienie poziomu bytu rodziny. Wzruszyłem się, że premier tak pisze i mówi.  Ale problemem jest to, że – jak to często bywa w przypadku tej ekipy – są to tylko słowa, które nijak nie przekładają się na konkretne działania. A w zasadzie jeszcze gorzej: przekładają się w taki oto sposób, że rodzinom jest coraz trudniej, właśnie dzięki działaniom Donalda Tuska.

Do przekonania się o tym, że w niczym nie przesadzam wystarczy przeczytać tekst samego Donalda Tuska. Za swoje sukcesy w polityce wspierania rodziny premier uznaje na przykład to, że wysłał sześciolatki do szkół. I nawet słowem nie wspomni przy tej pochwale własnego rządku, że zrobił to absolutnie wbrew opinii zdecydowanej większości rodziców nie chciała tej reformy i mocno przeciwko niej protestowała. Rząd jednak uznał, że wie lepiej od rodziców, i że może swobodnie zlekceważyć naszą opinię. Już samo to pokazuje, w jak głębokim poważaniu ma sprawy rodziny Donald Tusk i jego chłopcy (ops, przepraszam dziewczynki z MEN również).

Ale idźmy dalej. Pan premier szczyci się również faktem, że wprowadził urlop tacierzyński (jak wiadomo ojcowie świetnie radzą sobie z karmieniem piersią, które jest dla dzieci najlepsze), a nawet ustawę żłobkową, dzięki której – uwaga, uwaga – „rodzice dostaną wybór: czy opieką nad ich dzieckiem zajmie się żłobek, klub dziecięcy, opiekun dzienny czy niania dofinansowana przez budżet państwa”. Najciekawsze w tym zdaniu jest to, czego w nim nie ma. Otóż pan premier nie dostrzega, że wśród wyborów istnieje także możliwość opieki nad dzieckiem przez jego matkę. A wybór ten jest dla dziecka najlepszym z możliwych. Polskie państwo uznaje go jednak za na tyle zły, że nawet nie pomyślało, by zamiast dopłacać do opieki nad przez obcych, stworzyć system dzięki któremu to matki będą mogły pozostać w domu. I zająć się własnymi dziećmi. Słowem kolejny dowód na to, że pan premier i jego ekipa w ogóle nie troszczą się o rodzinę, a wręcz przeciwnie rozbijają ją.

Nad rolą Orlików w polityce prorodzinnej nie będę się znęcać. Ale zwrócę uwagę na jeszcze jeden element „wsparcia” dla rodzin, jaki uruchomił ten rząd. Jest nim podwyżka VAT-u, który najbardziej uderza w rodziny wielodzietna, a także znacząca (to zawdzięczamy UE) VAT-u na buciki i ubranka dziecięce. Dzięki tym działaniom posiadanie dziecka staje się coraz kosztowniejszym luksusem, od którego rząd ściąga coraz większe podatki, jak od szwajcarskich zegarków.

Reszty wstrząsającego tekstu Donalda Tuska nie będę analizował, bo zawierają one w sobie mniej więcej tyle samo kłamstw i przeinaczeń, jak te poświęcone rodzinie. Pozostaje mi tylko apel do Tuska: nie kłam Tusku, nie kłam, bo będziesz miał nos jak Pinokio. A do Polaków krótkie wezwanie: nie dajmy się okłamywać ściemniaczom z PO.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »