Na naszych oczach pada krótkotrwałe europejskie status quo. Tysiącletnia Unia Europejska nie przetrwała nawet pół wieku. Prawa ekonomii, po raz kolejny, okazały się silniejsze niż ideologiczne pomysły polityków. Niemcy wracają do gry już pod swoją własną nazwą, nie kryjąc się za brukselskimi instytucjami. Na razie nie z pruskim drylem, ale i tak nie ma się z czego cieszyć. Radością nie powinna nas także napełniać rewolucja w Rosji. Jak do tej pory każda ruchawka w Rosji kończył się pogorszeniem, a nie polepszeniem reżimu. Polska zaś nieodmiennie na tym traciła. I, niezależnie od tego, jak skończy się rosyjska zima, można być pewnym, że nie przyniesie to korzyści naszemu krajowi. Pytanie tylko, o ile będzie gorzej.
Nie widać także szczególnie wielkich perspektyw na zmianę sytuacji w Polsce. Tusk umacnia swoją pozycję, a PO zaczęła właśnie próby zagospodarowania także prawem strony politycznej. Lewica jest już spacyfikowana, teraz trzeba powołać prorządową prawicę. A jako, że prawica antyrządowa nie daje możliwości rozwoju zawodowego, i wygląda na skazaną na wieczną opozycyjność, to szanse na powołanie takiej prawicowej alternatywy dla PiS rosną. Nadzieją jest silna determinacja wyborców prawicy, których bardzo trudno jest pozyskać dla nowych projektów. Nawet jednak i twardy elektorat jest zmęczonym, pogrążony w depresji, osłabiony. Nadchodzący kryzys zaś wcale nie musi przyczynić się do buntu, czy tym bardziej do zmiany.
Słowem zapowiada się zły rok. Bez większych nadziei na zmianę, za to z ogromnymi zagrożeniami. Na szczęście my chrześcijanie mamy opokę, na której zawsze możemy się oprzeć. Bóg będzie z nami także w tym roku, będzie nam towarzyszył. I to daje nadzieję na to, że nawet najgorsze wydarzenia pomogą nam się uświęcić.

