Wydawałoby się, że po tekście o poliamorystach gorzej już być nie może. A jednak. Teraz Lis postanowił zareklamować dziwki. Panie, które za trzy tysiące oferują dobry seks i rozmowy o Freudzie. Oczywiście nie ma tu mowy o ladacznicach z dróg ekspresowych, a o paniach z doktoratami, które nie tyle puszczają się za kasę, ile „przekraczają bariery” i lubią „eksperymenty psychologiczne”. Tyle, że pod tymi pięknymi słowami kryje się zwyczajna prostytucja. Panie biorą pieniądze za to, że sprzedają swoje ciało.
Nie inaczej jest z ich klientami. „Newsweek” opisuje ich z ogromnym ciepłem. O jednym możemy przeczytać, że jest to „45-letni Adam, określający siebie jako przystojny, wykształcony i z niezłym IQ szef firmy prowadzącej międzynarodowy biznes”, inny to „erudyta”. Ale przecież są to nadal zwyczajni dziwkarze, którzy za kasę kupują seks. Od klientów tirówek różni ich tylko grubość portfela.
I trzeba to pokazywać niezwykle mocno i otwarcie. Propaganda „Newsweeka”, której celem jest unormalnienie zboczeń, rozpusty czy prostytucji, opiera się bowiem na uwzniaślaniu dość obrzydliwych rzeczy. Warto mieć jednak świadomość, że prostytucja nie stanie się czymś wzniosłym, jeśli nazwiemy ją „sponsoringiem”. Tak jak g...wno nie stanie się marmoladą od tego, że zaczniemy ją inaczej nazywać.
Tomasz P. Terlikowski
