Brak bowiem wypowiedzi polskich hierarchów (z arcybiskupem Józefem Michalikiem), które sugerowałyby konieczność zaprzestania dochodzenia w kwestii katastrofy smoleńskiej. A nawet mocniej większość hierarchów jest zwolennikami tego, by dochodzenie takie prowadzić i dochodzić do prawdy. Nie ma też dowodów na to, że PiS zaatakował Kościół w sprawie wizyty patriarchy Cyryla I. Owszem z PiS dobiegały głosy krytyczne, a część (ale tylko część, bo – gdy zajrzeć do sobotnio-niedzielnego wydania „GPC” okaże się, że i tam trwała debata) środowiska „Gazety Polskiej” mocno kwestionowała tę wizytę, ale nie było to oficjalne stanowisko ani Prawa i Sprawiedliwości, ani tym bardziej prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Owszem podchwycili je blogerzy, a „Gazeta Wyborcza” rozdmuchała do ogromnych rozmiarów, ale to jeszcze nie jest dowód na polityczne zaangażowanie całej partii.
Ale nawet gdyby tak było, i nawet gdyby PiS zajął odmienne niż Kościół stanowisko w sprawie oceny wizyty patriarchy Cyryla I i wspólnego apelu, to i tak nie byłby to powód do trwałej zmiany sojuszy politycznych. Kościół w Polsce, jeśli chce zachować możliwości politycznej obrony, przed kolejnymi akcjami Ruchu Palikota, SLD czy części lewackich członków PO może liczyć na PiS (a także mniejsze prawicowe partie i nielicznych już konserwatystów z Platformy). Innej drogi nie ma. PiS jest naturalnym sojusznikiem w kwestii obrony małżeństwa, rodziny, życia (choć warto pamiętać, że tu bywa on zmienny), wartości chrześcijańskich. I tak pozostanie, szczególnie, gdy walka cywilizacji będzie się nasilać. A – co pokazują media liberalne swoim zaangażowaniem – ona będzie coraz ostrzejsza. Różnice (między niektórymi politykami czy sympatykami PiS) w ocenie wizyty patriarchy Cyryla niczego tu nie zmienią.

