Zacznijmy od faktów. Aborcja nie jest bezpieczna przede wszystkim dla dziecka. Ono bowiem zostaje rozerwane na części i umiera. A poród jednak w zdecydowanej większości przeżywa. I już choćby dlatego trudno mówić o aborcji jako zabiegu bezpiecznym. Ale to nie wszystko. Wbrew temu, co mówią brytyjscy lekarze, kobiety są jednak przez dziesięciolecia męczone wyrzutami sumienia i zespołem poaborcyjnym. I nic tu nie zmienią zapewnienia brytyjskich „lekarzy”, że tak nie jest. Wystarczy porozmawiać z kobietami, które aborcji dokonały, albo zajrzeć na ich strony internetowe.

Ale nie ma co tu rozmawiać o faktach. Te są bowiem jasne. Równie dobrze można powiedzieć, że o wiele mniejszym ryzykiem zdrowotnym jest zamordowanie dziadka (bo denerwuje, złości, a czasem nawet powie złe słowo – co może nam podnosić ciśnienie), niż jego nie zabicie. Nie ulega też wątpliwości, że dziadek mniej się będzie męczył, bo zastrzyk boli mniej niż operacja. To przecież jasne. A gdyby tak pójść dalej, to można nawet napisać, że lepiej zabić swoje dzieci, niż skazywać siebie na trud ich wychowania, który odbije się – bez wątpienia – na naszych stanie psychicznym…

I jakoś nie mam wątpliwości, że w końcu takie opinie usłyszę. Jeśli bowiem „lekarz” może twierdzić, że morderstwo jest lepsze niż poród, to w istocie może on powiedzieć już wszystko. Rzeczywistość wcale go nie ogranicza. A powody mogą być tylko dwa. Albo stracił on kontakt z rzeczywistością, co oznacza w istocie chorobę psychiczną, albo jest tak opętany żądzą mordu, że celowo pomija to wszystko, co może od zabijania odwieść. Ta druga możliwość oznacza zaś demoniczne opętanie. I trzeba to zupełnie jasno powiedzieć.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »