Popiera Pan karę śmierci? Dlaczego? 


Moje stanowisko w tej sprawie jest całkowicie zgodne z obecnym nauczaniem Kościoła. „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej. Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy «są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale»”1 - naucza poprawiony w tej kwestii pod wpływem Jana Pawła II „Katechizm Kościoła Katolickiego”. Warto mieć jednak świadomość, że jeszcze kilka lat temu w Katechizmie znajdował się zupełnie jednoznaczny zapis, głoszący iż: „ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi. Z analogicznych racji sprawujący władzę mają prawo użycia broni w celu odparcia napastników zagrażających państwu, za które ponoszą odpowiedzialność”2.


Zanim jednak przejdziemy do tej zmiany, warto zatrzymać się nad pytaniem, co w konkrecie życia społecznego, oznaczają zapisy katechizmowe. Zacząć trzeba od całkowicie jednoznacznego stwierdzenia, że Kościół nigdy nie odrzucał i nadal nie odrzuca kary śmierci. Jest ona uprawnionym narzędziem wymierzania sprawiedliwości, a szczególnie obrony społeczeństwa i jednostek przed działaniem złoczyńców. Władza, aby chronić innych przed złem, ma prawo wymierzyć najwyższy wymiar kary. Delikatna zmiana dotyczy obecnie nie tyle kwestii, czy władza zachowuje takie prawo, ile tego, czy, na obecnym etapie rozwoju systemów penitencjarnych czy szerzej możliwości kontrolowania przestępcy (a niestety także wszystkich obywateli), do obrony przed złoczyńcami konieczna jest kara śmierci. Jan Paweł II uważał, że taka konieczność już nie występuje, i że można się bronić pozostawiając przestępcy możliwość nawrócenia się i pokuty. Kościół nie wyklucza jednak, że nawet obecnie mogą istnieć sytuacje, w których kara śmierci jest jedyną sprawiedliwą, a jednocześnie zapewniająca bezpieczeństwo społeczeństwu.


Jaka to może być sytuacja? Dla mnie przykładem sytuacji, w której trudno wyobrazić sobie inną niż śmierć karę, jest sprawa Saddama Husajna, którego na śmierć skazały władze Iraku. Nie ulega wątpliwości, że – pomijając broń masowego rażenia, której jak się okazało satrapa nie miał – był to człowiek, który bezpośrednio odpowiadał za śmierć setek tysięcy ludzi (jako przykład wystarczą Kurdowie), za wywołanie kilku wojen, i za cierpienia obywateli państwa, którym rządził. W jego przypadku trudno więc sobie wyobrazić inny, niż najwyższy wymiar kary. I gdybyśmy mieli do czynienia z sytuacją pokoju i państwem leżącym w Europie, to taką karą w jego przypadku powinno być dożywotnie więzienie. Ale Irak był w tym czasie ogarnięty wojną, przetrzymywanie Husajna w więzieniu byłoby niezwykle niebezpieczne. I to zarówno dlatego, że chcieliby go zabić jego przeciwnicy, jak i odbić jego zwolennicy. Zagrożeniem dla społeczeństwa byłoby także to, że Husajn mógłby zostać uwolniony, i przejść do podziemia, skąd nadal zabijałby ludzi. Wszystko to razem oznacza, że w takiej sytuacji odpowiednią, bo dostosowaną do odpowiedzialności, a także zapewniającą maksymalne bezpieczeństwo społeczeństwu karą była kara śmierci. Nie oznacza to, że pochwalam wypuszczanie zdjęć zabitego satrapy do mediów. Człowiek, nawet przestępca, zawsze zachowuje godność, a bezczeszczenie zwłok czy ich publiczne pokazywanie niewątpliwie tę godność (już wówczas zwłok) narusza.

 

W Starym Testamencie zasada brzmi: „Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego”...

 

Z interpretowaniem zapisów Starego Testamentu dosłownie, literalnie trzeba być niezwykle ostrożnym. I to nie tylko dlatego, że często są one zapisem prawa stanowionego dla plemion nomadów, u których zwyczajnie nie było innej, niż kara śmierci metody obrony przed działalnością złoczyńców, ale również, dlatego, że często to, co my odczytujemy absolutnie dosłownie, od dawna, a może nawet nigdy nie było tak czytane i interpretowane przez Żydów, którzy jako pierwsi stosowali i żyli według prawa mojżeszowego. Tak jest na przykład ze słynnymi, tak często przywoływanymi słowami „oko za oko, ząb za ząb” (Wj 21, 24). Rabini, i to w czasach jeszcze przed Chrystusem, jasno pokazywali, że chodzi tu nie tyle o rzeczywiste wybicie oka, ile o wypłatę odszkodowania za oko. „Nigdy w historii całego judaizmu, słowa te nie były brane dosłownie. Talmud na kilku stronach dowodzi, że werset ten nie ma być traktowany dosłownie”3 - przypomina rabin Sacha Pecaric. A w żydowskim komentarzu do księgi Szemot (Wyjścia) ujęte jest to jeszcze mocniej. „... człowiek odpowiedzialny za szkodę musi wypłacić wartość pieniężną oka, jako odszkodowanie za oko, które zostało pozbawione możliwości widzenia. (…) Pozostaje oczywiście pytanie, dlaczego Tora wyraziła nakaz wypłacenia odszkodowania pieniężnego w formie, z której mogłyby wyniknąć nieporozumienia, gdyby rozumieć ją dosłownie? Tora chce nas przez to nauczyć, że według Bożej skali, sprawca zasłużył na stratę własnego oka i dlatego nie może uzyskać odkupienia za grzech przez zwykłe wypłacenie ofierze pieniędzy – musi błagać ją o przebaczenie. Ludzkie sądy jednak nie mogą uczynić nic więcej, ponad wyegzekwowanie od sprawcy odpowiedniego odszkodowania”4.


W tych słowach, niezależnie od sporów historyków religii, które mogą one wywołać, zawarta jest głęboka mądrość prawa żydowskiego, którą my w naszym myśleniu, już utraciliśmy. Nasz system prawny w takiej sytuacji często wsadza człowieka do więzienia. A to nie naprawia szkody, jaką on wyrządził, i w niczym nie pomaga osobie przez niego skrzywdzonej. Prawo żydowskie w takiej sytuacji wymagało wypłacenia odszkodowania i błagania o przebaczenie. I ja jakoś nie mam wątpliwości, że w sytuacji jawnej krzywdy (nie mówię o zabójstwie, bo to inna sytuacja) wolałbym dostać jednak odszkodowanie niż oglądać faceta za kratkami czy nawet z wybitym okiem. Niestety, zachodni system prawny, wybiera raczej zadośćuczynienie państwu, niż obywatelowi i sądzi nie tyle krzywdę wyrządzoną jednostce, ile złamanie normy prawnej.

 

 

/

 

Ale wracając do przytoczonego na początku fragmentu biblijnego. Trudno nie dostrzec w nim jasnego i dosadnego wyrażenia zasady nienaruszalności życia ludzkiego. Ono jest chronione przez samego Boga, bowiem uderza w Stwórcę, „ktokolwiek przelewa krew, jakby godził w istotę Boga, gdyż człowiek został stworzony według istoty Boga”5. Ale można także spojrzeć na te słowa z innego, bardziej utylitarnego punktu widzenia. Otóż one przypominają, że poza dobrem sprawcy (tak mocno obecnie bronionym) jest także dobro ofiary i całego społeczeństwa. I nie można się zgodzić na to, by w imię humanitaryzmu, politycznej poprawności, państwo nie wywiązywało się ze swoich obowiązków wobec obywateli. Takim zaś podstawowym, absolutnie fundamentalnym obowiązkiem nie jest to, by państwo było humanitarne, ale by zapewniało bezpieczeństwo swoim obywatelom, i by dążyło do sprawiedliwości, według której bronimy ofiary, a karzemy przestępcę, a nie odwrotnie.

Paradoksalnie zresztą systemy prawne, w których kara śmierci występuje zazwyczaj poważniej traktują przestępcę. Jest on dla nich świadomą osobą, która może i powinna ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Inaczej jest w systemach lewicowych, gdzie przestępce traktuje się jak ofiarę, którą należy uleczyć lub jak dziecko, które należy wychować, a nie jak dorosłego, któremu zwyczajnie należy wymierzyć sprawiedliwość. Tu państwo uznaje się za jedynego dorosłego, który rozdziela i wychowuje dzieci. W systemach konserwatywnych czy liberalnych jest ono zaś (a dokładniej powinno być) jedynie rozjemcą i gwarantem bezpieczeństwa, a nie ojcem czy matką... I nie ma co ukrywać, że jest to pozycja dużo bezpieczniejsza dla wolności obywatelskich.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego nie potępia kary śmierci, a więc człowiek (urząd) ma moralne prawo do skazywania, zabijania. Może też wskutek błędu skazać na śmierć niewinne osoby.

 

Kościół uznaje rzeczywiście, że w szczególnych sytuacjach, dla zachowania bezpieczeństwa społecznego, gdy nie ma innych możliwości zapewnienia bezpieczeństwa, a kara jest sprawiedliwa, to państwo rzeczywiście ma prawo do wydania kary śmierci. Od czasów starożytnych prawo do przypisywano państwu, które w tym aspekcie miało być swoistym delegatem Bożego Prawa na ziemi, miało być instytucją (wcześniej był to władca), której Bóg powierza troskę o ochronę obywateli Nie dotyczy to jednak sytuacji wątpliwych, poszlakowych, takich z masą wątpliwości, a takich, w których wina jest niewątpliwa, zbrodnia odrażającą, a do tego nie ma innych możliwości zapewnienia bezpieczeństwa. Tylko wówczas państwo, a dokładniej sąd, może człowieka skazać na karę śmierci.

 

Ustawodawstwo państwowe wycofało się z tej kary, czy więc postępuje wbrew Pismu?

 

W nakazie odpowiadania życiem za życie istotna jest intencja, a nie jej literalne wyrażenie. I nie ma wątpliwości, że intencją tego przykazania jest niezwykle mocne przypomnienie, że życie ludzkie jest chronione nie tylko przez zasady ludzkie, przez zasadę odwetu i zemsty, a w cywilizowanej formie zadośćuczynienia i sprawiedliwości, ale także przez samego Boga. Jak już jednak pokazywałem już w starożytności część z zapisów prawnych była interpretowana nie literalnie, ale z zachowaniem fundamentalnej intencji autorów natchnionych. Tak jest choćby z zapisami chroniącymi węzeł małżeński, wedle których należy kamienować cudzołożników i cudzołożnice. Obecnie nikt nie traktuje ich dosłownie, mamy jednak świadomość, że ich cel – czyli obrona małżeństwa i rodziny – pozostaje aktualny, choć obecnie egzekwujemy go innymi metodami (a niestety trzeba powiedzieć, że coraz częściej już go nie egzekwujemy, i to jest prawdziwa niewierność Słowu Bożemu).

Podobnie jest z biblijnym dopuszczeniem zasady krew za krew. Tak długo jak zachowujemy zasadę świętości życia, a także fundamentalne przekonanie, że przestępstwa przeciw niemu są wystąpieniem nie tylko przeciwko ładowi społecznemu, ale szerzej przeciw człowiekowi i Bogu, tak długo pozostajemy w przestrzeni zakreślonej przez Słowo Boże, choć uznajemy, że metody karania mogą być inne, niż wcześniej. Problem zaczyna się wtedy, gdy odrzucamy same zasady. I nie jest już istotne, czy jest to zasada pozwalająca chronić się społeczeństwu, czy zasada nienaruszalności ludzkiego, niewinnego życia, bowiem w obu przypadkach już całkowicie otwarcie występujemy przeciwko nauczaniu Pisma Świętego. A co gorsza niszczymy fundamenty życia społecznego, dokonujemy destrukcji systemu prawnego i wprowadzamy sytuacje całkowicie niewychowawczą. Jeśli bowiem wciąż udowadniamy, że o wiele istotniejsze, niż interesy ofiar są interesy sprawcy (który sam staje się ofiarą), to w istocie niszczymy moralność klasyczną i fundamenty sprawiedliwego państwa.

 

Dlaczego mamy utrzymywać z własnych podatków przestępców z dożywociem? Kara śmierci rozwiązałaby ten problem.

 

Argument finansowy to jeden z najniebezpieczniejszych argumentów z jakim możemy się spotkać. Równie dobrze można powiedzieć, dlaczego mam utrzymywać z moich podatków starców, którzy cierpią na nieuleczalne choroby? Dlaczego mam płacić na leczenie alkoholików, którzy są – co zresztą nie do końca jest prawdą – sami odpowiedzialni za swój stan? Tego typu pytania można mnożyć. I w jakimś stopniu to jest podobne pytanie. Kwestie finansowe nie mogą być decydujące w takich sytuacjach. Otóż dlatego mamy ich utrzymywać, że społeczeństwo fundowane jest na poczuciu solidarności. To ona jest tą wartością, która sprawia, że płacimy podatki, że godzimy się na redystrybucję dochodów, i że zawsze mamy nadzieję na to, że człowiek, który upadł jednak powstanie. A jeśli do tego dodamy – już jako chrześcijanie – Chrystusowy nakaz, by odwiedzać więźniów, jeśli uświadomimy sobie, że dając im wciąż szanse na nawrócenie (wielu z niej nie skorzysta) ratujemy w nich Chrystusa – to sprawa stanie się całkowicie jasne i oczywista.

 

 

1Katechizm Kościoła Katolickiego, par. 2267.

2Teraz te słowa zostały wykreślone, ale w poprzednich wydaniach Katechizmu Kościoła Katolickiego znajdowały się w paragrafie 2266.

3Czy Torę można czytać po polsku? Z rabinem Sachą Pecariciem rozmawia Paweł Jędrzejewski, Kraków 2011, s. 85.

4Tora Pardes Lauder. Księga Druga Szemot, red. S. Pecaric, Kraków 2003, s. 239.

5Tamże, s. 213.

 

To jest fragment książki "Katol z Warszawy", która ukazała się w listopadzie 2011 roku nakładem wydawnictwa św. Stanisława z Krakowa