A czarni chrześcijanie nie będą wreszcie prześladowani przez muzułmańską i arabską władzę! Przynajmniej na Południu, bo na Północy może być jeszcze gorzej.

Ale wynik tego referendum wcale nie jest przesądzony. Blisko milion osób – zarejestrowanych na Południu – od prawie miesiąca próbuje wydostać się z Chartumu. Całe rodziny oczekują na możliwość przewiezienia swojego skromnego dobytku i transportu do miejsca, skąd przybyli ich rodzice. Czekają na pustyni, bowiem transport może się pojawić w każdej chwili. Wielu z nich zaczęło czekać na początku Adwentu i na pustyni spędziło także Boże Narodzenie. Tam umierają i rodzą się ludzie. W Boże Narodzenie urodziło się dziecko, a jego matka walczy o życie. – Zwierzęta w Europie mają lepiej, niż oni tutaj – napisała mi misjonarka. Ich skóra – jak mówili mi moi rozmówcy z Sudanu – jest już poszarzała od piasku. I mają coraz mniej siły. Ale czekają, czekają, by udać się do swojej ziemi obiecanej i tam zagłosować za niepodległością.

Władze Północy zrobią jednak wszystko, by do usamodzielnienia się chrześcijan nie doszło. Prezydent Sudanu już zapewnia, że Południe nie jest gotowe do samodzielności, że nie wolno pozwolić, by się usamodzielniło. I trudno mu się dziwić, bowiem to na Południu są złoża ropy, na którym arabska Północ chce zrobić i już robi biznes. Gdy Południe będzie niepodległe to czarni będą z niego korzystać, a Arabowie zostaną z niczym. I właśnie dlatego pragnący opuścić Chartum nie mogą z niego wyjechać. Władze liczą, że dzięki temu uda się nie dopuścić do tego, by w referendum wzięło udział 60 procent zarejestrowanych wyborców. A bez tego referendum będzie nieważne. I wszystko powinno zostać po staremu.

Powinno, ale jak zapewniali mnie nawet duchowni z Sudanu, nie zostanie. – Jeśli władze sfałszują wybory, jeśli nie uda się przez nie zebrać odpowiedniej większości, będzie wojna – mówił mi młody, uśmiechnięty ksiądz. – Nie, nie chcemy jej, ja w wojnie straciłem ojca, mamę i rodzeństwo. Ale to się musi skończyć – podkreśla. – Mamy już dość. I tym razem nie będziemy walczyć u nas, ale przyjdziemy tutaj i odbierzemy naszą wolność – podkreślał z zaciętym wyrazem twarzy. A inny opowiadał mi, że oni wszyscy mają dość bycia traktowanymi jak druga kategoria ludzi, jak podludzie, którzy mają służyć Arabom.

Ale niepodległość, zwycięstwo w referendum, choć tak oczekiwane, wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów Sudanu Południowego, ani tym bardziej chrześcijan. Już teraz milion przybyłych z Chartumu na Południe ludzi nie ma gdzie się podziać. Ceny poszybowały w górę do niebywałych rozmiarów (zwykły kurczak kosztuje 25 dolarów), ludzie nie mają gdzie spać, ani gdzie się podziać. Wszystko wskazuje więc na to, że szykuje się kolejna katastrofa humanitarna. Jeśli zaś dołączy do niej wojna, to miliony ludzi zginą. A głównymi ofiarami, jak zwykle, będą kobiety i dzieci.

Sytuacja chrześcijan, choć niewątpliwie polepszy się na Południu, gdzie są oni znaczącą grupą, która będzie sprawować władzę, może radykalnie pogorszyć się na Północy. Tam już teraz Mszę świętą sprawuje się naparem na rodzynkach, bowiem wino jest surowo zakazane. Chrześcijanie podlegają też wszystkim ograniczeniom prawa islamskiego. A może być jeszcze gorzej. Prezydent Sudanu zapowiada, że niebawem postara się wskrzesić Kalifat. – Czy czeka nas tylko dalszy ciąg bycia obywatelami drugiej kategorii czy też realne prześladowania? – zastanawia się biskup Macram Max Gassis z El Obeid.

A pamięć o tym, co działo się, gdy trwały realne prześladowania, jest wśród chrześcijan wciąż żywa. Po wydaleniu misjonarzy zagranicznych wojska sudańskie nie tylko mordowały katechistów, którzy próbowali zachować wiarę, ale niekiedy wręcz ich krzyżowały. Procesy beatyfikacyjne części z nich już się toczą. Żywa jest także pamięć wyrzucania z pracy czy przymuszania do konwersji.

Sytuacja w Sudanie jest więc dramatyczna. I dlatego Sudańczycy, sudańscy chrześcijanie potrzebują naszej modlitwy, postu i uwagi. Tylko w ten sposób możemy pomóc im zbudować własne państwo, ale także uchronić tysiące osób przed śmiercią, a gigantyczny kraj przed wojną. Warto też pamiętać o możliwości wsparcia dzieł kościelnych, które pomagają Sudańczykom w życiu i realnie ratują im życie.

 

Pieniądze można przelewać na konto http://www.adopcja2.salezjanie.pl/sudan/

Tomasz P. Terlikowski