A to oznacza, że quady, laptopy i inne „gadżety” w cenie wyższej niż 4902 złotych są opodatkowane. Jeśli prezent kosztował będzie więcej, i nie pochodził od rodziny, to rodzice muszą zapłacić podatek od różnicy między wartością prezentu a kwotą wolną od podatku.
I choć nigdy nie spodziewałem się, że to napiszę, to akurat w tej sprawie (oczywiście nie mówię o podatku od darowizn, ale nowego ratującego nasze państwo podatku od prezentów pierwszokomunijnych) jestem skłonny się zgodzić na obniżenie tych stawek nawet do 500 złotych. Można by go nałożyć, i wszyscy byliby szczęśliwi. Antyklerykałowie, bo byłby atak na Kościół, Tusk bo miałby więcej pieniędzy, a wierzący katolicy, dlatego, że ich dzieci nie byłyby wciągane w porównywanie prezentów z kolegami i koleżankami. I skupić by się mogły na przeżyciu spotkania z Żyjącym Bogiem.

