Zbigniew Nosowski postanowił ostro i zdecydowanie rozprawić się z moją oceną dotyczącą agnostycyzmu. I użył do tego, a jakże, Benedykta XVI, przekonując, że papież, tak jak „Polityka” i sam Nosowski, zachwyceni są agnostykami, a Terlikowski popełnia straszną herezję jasno pokazując, co jest istotą tej postawy. Problem z tym atakiem jest tylko taki, że jest on chybiony i pokazuje niedostateczne zrozumienie samego Benedykta XVI (o tym, że Nosowski nie bardzo rozumie też format żartobliwego i rzeczywiście ostrego przeglądu prasy już nawet nie wspominam).

 

Skąd taka ocena? Otóż dla Nosowskiego agnostyk to ktoś kto w bólu i wysiłku poszukuje Boga, kto pozbawiony łaski wiary cierpliwie zmaga się z pytaniami i walczy o to, by odkrywać prawdę. Taka postawa jest – i tu się zgadzam i z Nosowskim i z Benedyktem XVI – piękna i godna pochwały. Ale nie sposób określić jej mianem agnostycyzmu. To raczej postawa (i tak ją określa sam papież) „poszukująca”, uznająca kwestie wiary za fundamentalne. Agnostycyzm to zaś raczej postawa obojętności, uznania, że „nie wiem”, i że w „istocie mnie to nie interesuje”. A to już zupełnie, co innego. O ile poszukiwanie jest „gorące”, a ateizm „zimny”, o tyle obojętność (a taką właśnie postawę Benedykt XVI określa mianem cywilizacyjnego agnostycyzmu) jest letni. Udaje on, że nie rozstrzyga, ale postawa obojętności pokazuje, że w istocie jest praktycznym ateistą. Kimś, kto „nie rozstrzygając w teorii”, rozstrzyga w praktyce.

 

I niestety zdecydowana większość określających się jako agnostycy przyjmuje właśnie taką postawę (często nawet trudno uznać ją za myślenie, bo jeśli coś ich nie zajmuje, to zwyczajnie o tym nie myślą). To ona, tumiwizism religijny, uznanie nie tyle, że nie wiem, ile że w ogóle mnie to nie obchodzi (nawet jeśli twierdzę co innego, to postawą życiową pokazuję, jak jest) jest najczęściej określana mianem agnostycyzmu. Postawa zaś, godna szacunku, o której pisze Nosowski, to zaś – przynajmniej jak ja to rozumiem – postawa poszukiwania, postawa zaangażowana, a zatem gorąca. Taka, której nikt z chrześcijan nie będzie i nie powinien potępiać. Może nie wybrzmiało to mocno w przeglądzie prasy, ale ta forma nie jest miejscem na głębokie rozważania, a na szybką polemike.

 

Brak rozróżnienia obu tych postaw (a choć nie wątpię, ze Nosowski jest odróżnia, to jednak nie widać tego w jego tekstach) rodzi poważne niebezpieczeństwo utwierdzania „agnostyków-tumiwisistów” w ich stanie, przekonywania, że obojętność wobec kwestii religijnych jest tak fantastyczna, że nawet Benedyktowi XVI się ona podoba. Taka postawa jest nie do zaakceptowania. Agnostyków trzeba raczej budzić z ich intelektualnej drzemki, a nie przekonywać, że ich stan jest cudowny. Bo nie jest...

 

PS. Ale z pokorą przyjmuję, że pewnych rzeczy w przeglądzie nie dopowiedziałem, choć może trzeba było. Podobnnie jak niedopowiedziałem zdań kilku w tekście o Religii TV, co jednak zrobić także zamierzam, odpowiadając Szymonowi Hołowni. Ale to za czas jakiś.

 

Tomasz P. Terlikowski