To, czego dowiadujemy się o sposobie potraktowania zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, o wrzucaniu ich do worków nie w przywiezionych przez rodziny ubraniach, ale i strzępach tego, co na nich było, o tym, że po sekcjach pozostawiono w nich rękawiczki, waciki, i wreszcie fakt, że wcale nie identyfikowano zwłok – musi wstrząsnąć każdym, kto zachował minimum, jeśli nie przyzwoitości, to przynajmniej ludzkich uczuć. I nie ma znaczenia, co myślimy o przyczynach katastrofy smoleńskiej, jak oceniamy prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, czy sam lot. Tu te sprawy nie mają znaczenia, chodzi bowiem o coś o wiele bardziej fundamentalnego, o człowieczeństwo, o moralność, o granice, które jasno określają, kto jeszcze zachowuje się jak człowiek, a kto już stracił zdolność do ludzkich działań i emocji.
Wiem, że to mocne słowa, ale jeśli zadamy sobie pytanie, co czują obecnie rodziny ofiar, jak ich dzieci zadają sobie pytanie, czy rzeczywiście modlą się przy grobie swoich bliskich czy przy kimś zupełnie innym, co czują ludzie, którzy dowiadują się, że zwłoki ich najbliższych potraktowano – wszystko wskazuje, że za wiedzą i zgodą, a przynajmniej bez protestów polskich władz – jak śmieci – to okaże się, że nie można mieć, co do tego wątpliwości. Tak jak nie można mieć wątpliwości, że wszyscy, którzy przyczynili się do takiego „załatwienia” tej sprawy, wszyscy, którzy w tej sprawie kłamali (niezależnie od tego, czy są księżmi, politykami czy kimkolwiek innym) wykluczyli się z przestrzeni ludzi cywilizowanych, zaprzeczyli fundamentom własnego człowieczeństwa.
Ich postawy nie da się obronić. Niezależnie od tego, co kto myśli o tej katastrofie, jak sytuuje siebie politycznie, jeśli zachować resztki uczuć musi jasno powiedzieć „nie”, tym, którzy do takiej sytuacji się przyczynili. Donald Tusk, Ewa Kopacz i ci, którzy wiernie służyli im w kłamstwie, nawet jeśli chodzą w sutannach, muszą zostać rozliczeni za to, co zrobili. Za kłamstwa, zgodę na bezczeszczenie zwłok, zwodzenie Polaków, a także kpiny jakie urządzali sobie po 10 kwietnia na grobach ludzi, których profanowanie im nie przeszkadzało. To rozliczenie będzie miarą tego, czy zachowaliśmy jeszcze – jako naród, jako wspólnota – minimum godności, i czy cokolwiek nas jeszcze ze sobą łączy.

