Problem polega tylko na tym, że to nie my, nie nasza strona, nie PiS, nie „Gazeta Polska”, Fronda.pl, wPolityce.pl, i nie Jarosław Kaczyński kłamali w sprawie Smoleńska. Nie my opowiadaliśmy bajki o przeszukiwaniu ziemi, o trudzie, jakie włożyła w rozpoznanie ciał Ewa Kopacz, i o wspaniałej pracy polskich i rosyjskich patologów. Nie my mówiliśmy o tym, że państwo zdało egzamin, gdy zwłoki Polaków, często nagie, wrzucane były do foliowych worków, oznaczane niewłaściwymi nazwiskami, i tak wysyłane do Polski. Nie my opowiadaliśmy, że władze rosyjskiej wykazały klasę, gdy odbierano nam możliwości zbadania tej sprawy. A zatem to nie my odpowiadamy za niszczenie zaufania społecznego. Za owo niszczenie odpowiadają ci, którzy zawiedli, a nie ci, którzy o tym mówią.

 

Zaufanie jest możliwe i sensowne, tylko wówczas gdy jest komu zaufać. Donald Tusk i jego ekipa pokazali zaś, że im ufać nie można, że są ludźmi niegodnymi choćby minimalnego zaufania. Nie my, nie prawica, i nie obóz smoleński (w jego tak różnych przecież odcieniach) za to odpowiadają, a oni. Kłamstwo musi zostać ujawnione, hańba pokazana. Argumentem zaś przeciw prawdzie nie jest to, że ludziom niegodnym, kłamcom będzie przykro, że ktoś ich zdemaskował, a do tego ludzie przestaną im ufać. Prawda, choć dla wielu bolesna, musi być ujawniona do końca. Tak, by ci ludzie, już nigdy nikogo nie oszukali...

 

Tomasz P. Terlikowski