Ale złośliwości na bok. O wiele ciekawsze od opisów wielkich cierpień blogerów naTemat.pl są opinie wyrażane przez Machałę na temat niebezpieczeństwa, jakim są dla Kościoła zakonnicy tacy, jak brat Marcin. „Im więcej w Kościele ojców Radomskich, tym większa szansa na dechrystianizację Polski. I odwrotnie: im więcej księdza Sowy, księdza Lemańskiego, ojca Mądela, tym groźba dechrystianiazacji jest mniejsza” - oznajmia, nie jest jasne na jakiej podstawie Machała.

 

„Tylko duchowni tacy jak oni mogą zatrzymać w Kościele wielkomiejskich wiernych z otwartymi umysłami, którzy pierwsi z Kościoła i z kościołów wyjdą. Tylko oni mogą przekonać ludzi takich jak ja, że Kościół nie jest umysłowo zamkniętą, sklerotyczną, stetryczałą (nie chodzi o wiek) organizacją. Że jest otwarty na innych, skłonny do rozmowy, gotowy do dyskusji. Że można z nim rozmawiać, a nie tylko go słuchać” - przekonuje. „Nie oczekuję od Kościoła, że podczas rozmowy będzie zmieniał swoją naukę. Ale byłoby dla mnie tragedią, gdyby Kościół myślał tak, jak zaproponował brat Radomski: Jesteś w drużynie - możesz wejść, nie jesteś w drużynie – wypad” - dodaje.

 

Rolą duchownych jednak, o czym Machała zdaje się zapominać, nie jest od tego, żeby przekonywać, że nie jest umysłowa zamknięty, sklerotyczny czy stetryczały. Każdy, kto w Nim jest, wie bowiem, że to bzdura, która z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Źródłem życia, nowoczesności, otwarcia Kościoła nie ma być fajność, otwartość, sympatyczność duchownych, ale wiecznie nowa moc Ewangelii i Jezus Chrystus. Rolą duchownych jest zaś Jego uobecniać, przypominać nie tylko o milutkich słowach, ale także o twardych wymaganiach. Nie dostosowywać Ewangelii do wymogów czasów, ale głosić ją w całości i niezmiennie. Nie wolno milczeć, gdy ludzie popierają zabijanie. I to nie tylko dlatego, że trzeba przerwać rzeź nienarodzonych, ale także dlatego, że ludzie, którzy to robią sami skazują się na piekło. Ojciec Radomski ma odwagę o tym przypominać. I tylko ktoś żyjący w świecie własnych fantazji, a nie realnego Kościoła, może przypuszczać, że spotykają go za to same oklaski, że jest uwielbiany i siedzi sobie w ciepłych kapciach (swoją drogą Machała ma dość przestarzałą wiedzę, ojciec Marcin nie pracuje w Łomży, a w Olsztynie). Takich jak on wcale się nie lubi, bo wyrywa on z przyjemnej drzemki, wzywa do działania, pokazuje problemy. I nie chce oddawać się kultowi największego świętego polskiego Kościoła, jakim jest „święty spokój”.

 

Istotą zarzutów wobec blogowania w portalu naTemat.pl nie jest zaś miejsce, w którym pojawiają się wpisy (tu bowiem zgadzam się z Machałą trzeba głosić Ewangelię w każdym miejscu), ale to, że duchowni, o których mówimy często zamiast bronić Kościoła, głosić Jego nauczanie, zajmują się na portalu Tomasza Lisa głównie podszczypywaniem braci kapłanów, podważaniem stanowiska hierarchów czy ogólnym narzekaniem na poziom duchownych. W ten sposób zdobywają sobie oczywiście poklask czytelników, ale jakoś nie mam wrażenia, by budowali siłę Kościoła i szacunek dla kapłaństwa. Otwartość oznacza w tym momencie zatem wyłącznie otwarte drzwi dla wychodzących. Dla tych, którzy pozostają w środku są zaś raczej słowa krytyki, oskarżeń o fundamentalizm i kpin. Może w ten sposób przyciąga się młodych, wykształconych z wielkich miast, pytanie tylko do czego...

 

Tomasz P. Terlikowski