Pomysł to zaiste genialny. Dzięki niemu nasze dzieci będą poznawać teorię piłki nożnej, zasady koszykówki i rysunki przedstawiające, jak zrobić fikołka. Ich wiedza będzie zatem jeszcze lepsza i głębsza. Nie poprawi to wprawdzie ich sprawności, ale za to usunie problem, na jaki wskazał NIK w swoim raporcie.

 

A idąc dalej tym tropem można by w ogóle zlikwidować szkoły. Zamiast utrzymywać budynki można wydać polecenie, by lekcje odbywały się w parkach. Byłoby taniej i sympatyczniej. Nadmiar nauczycieli (a niż demograficzny jest w tej kwestii nieubłagany) też można rozwiązać w prosty sposób. Znieść konieczność uczniów w szkołach. Nauczyciel mógłby prowadzić lekcje w parku dla samego siebie. W ten sposób – tam gdzie brak uczniów – nie trzeba by zwalniać nauczycieli, a tam gdzie za dużo jest uczniów można by ich spędzać do parków.

 

Problem z drogami można rozwiązać podobnie. Zamiast budować autostrady można zmienić ich definicję. Od teraz – minister Grabarczyk – może zarządzić, że autostradą jest każda droga polna. Dzięki temu od razu, jednym pociągnięciem pióra będziemy potęgą autostradową. I to jak ekologiczną...

 

Mam jeszcze kilka innych pomysłów, ale obawiam się podrzucać je rządowi. Znając bowiem poczucie humoru naszych ministrów gotowi są oni potraktować je na poważnie. A, o ile brak autostrad jestem w stanie znieść, to eksperymenty kretynów z MEN-u na moich dzieciach to rzecz, której znosić nie zamierzam.

 

Tomasz P. Terlikowski