Zacznę od kilku słów wyjaśnienia, choć jakoś szczególnie nie wierzę, by politrucy z rozmaitych mainstreamowych mediów zdecydowali się je zauważyć czy tym bardziej zacytować. Nie jestem i nie byłem zwolennikiem kibicowania, ani tym bardziej chuliganerii. Bandytów czy przestępców (ale z obu stron, także tych, którzy krzyczeli, co mamy uwiecznione na filmach „polska k...”) należy najpierw spałować, a potem ukarać, tak żeby nie mieli więcej ochoty do bitki. Od tego jest policja. Nie widzę także najmniejszych powodów, by wyrywać kibicom flagi rosyjskie (bo to ich symbole narodowe, a tym należy się szacunek). Mam też ogromną sympatię dla rosyjskiej kultury (tak się składa, że to w filozofii rosyjskiej pisałem doktorat, a także tłumaczyłem z rosyjskiego niesamowite teksty teologiczne). Ale to wszystko nie oznacza, że zamierzam udawać, że nie mamy w Polsce powodów, by za Rosją i jej władzami nie przepadać.
Wieloletnia okupacja, mordy popełniane przez czerwonoarmistów na naszych obywatelach, Katyń i ograniczenie suwerenności, lekceważenie okazywane także później czy najnowsze dzieje, w których odmawia nam się prawa do naszego samolotu, czarnych skrzynek, gdy profanowano (i nie ma znaczenia, czy ze złośliwości czy z braku wrażliwości) zwłoki najważniejszych polityków naszego państwa, którzy zginęli pod Smoleńskiem – nie są faktami bez znaczenia. One istnieją w naszej pamięci, a Rosjanie nigdy za nie nie przeprosili, nigdy nie próbowali się zmierzyć z własną historią (inaczej niż Niemcy). Nie było woli po stronie rosyjskiej, by uznać jakąkolwiek winę za niszczenie Polski. A nawet mocniej władze rosyjskie, ale i przeciętny Rosjanin nadal uważa, że Armia Czerwona niosła nam wolność, i że powinniśmy jej być wdzięczni. Prawda o gwałtach, zabójstwach, masowych mordach politycznych, grabieżach w ogóle do nich nie dociera. W takiej sytuacji zdziwienie wyrażane przez intelektualistów, którzy zniesmaczeni są silnymi antyrosyjskimi stereotypami może zaskakiwać. Ale nie powinno. Oni po prostu jeszcze nie poczuli, że są od Moskwy niezależni, że nie muszą jej się podlizywać, że mogą o niej myśleć to, co chcą, i że opinie rosyjskich gazet czy telefony rosyjskiego prezydenta nie muszą wyznaczać rytmu naszego życia politycznego.
I jakoś nie wierzę, by pomysłodawcy marszu, i ci którzy wydawali na niego zgodę, tego wszystkiego nie wiedzieli. Nie wierzę, że nie mieli oni świadomości, że ta manifestacja wywoła silną reakcję, i że w efekcie pojawią się też chuligani, którzy zachowają się skandalicznie, i którzy złamią prawo. Świadomość tego mieli wszyscy, także polskie władze. Wydając więc zgodę na marsz, a także nie zabezpieczając go odpowiednio (dziwne, że udało się zabezpieczyć paradę gejowską) władze te przyczyniły się do wybuchu burd. A teraz wykorzystują je, przy współudziale polskich mediów, do dyskredytowania opozycji i środowisk, które z chuliganerią (bo nawet nie kibicami, co pokazało doskonale to, że nawet, gdy trwał mecz, to oni nie przestali się naparzać z policją i polskimi kibicami) nie mają nic wspólnego... W takiej sytuacji trudno nie postawić pytania o to, czy burdy, których jedną z przyczyn było brakoróbstwo polskich władz nie są na rękę mainstreamowi, i czy przypadkiem owe braki w zabezpieczeniu imprezy nie są w jakimś stopniu z tym związane.

