Takie wyznanie mogłoby być niemal identyczne z tym, które wypowiedziała Czubaszek. - Zrobiłam/em to dwa razy. To był mój dziadek i moja teściowa. Nigdy nie miałam/em z tego powodu traumy, tylko mówiłam/em: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam – opowiadałby jakiś domniemany celebryta. A dziennikarze zamiast jasno i zdecydowanie potępić kogoś, kto jest zabójcą, rozpływaliby się w zachwytach nad odwagę, otwartością i zadawaliby pytania: czy zgadzasz się z Panią/em XYZ.



I nie oszukujmy się, że nie ma tu podobieństwa. Argument, że pani Czubaszek nie wyobraża sobie życia z dzieckiem równie dobrze można odnieść do teściowej czy dziadka (szczególnie takiego, którym trzeba się opiekować). Ód domniemany celebryta mógłby zapewniać, że nie wyobrażał sobie życia z dziadkiem, że opieka nad teściową była ponad jego siły, i że po siedmiu, ośmiu miesiącach, gdyby wcześniej nie zabił, to sam rzuciłby się z okna...



Bez wątpienia wielu z naszych obecnych intelektualistów także uznałoby, że taki domniemany celebryta ma rację, gdy twierdzi, że to, czy zabił czy nie swoją teściową, w ogóle nie jest sprawą polityków czy organów ścigania, ale jego osobistą. Dla wielu argument z tego, że ktoś nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu zabójstwa, też byłby przekonujący. Większość jednak powinna sobie jasno i zdecydowanie uświadomić: w świecie, który cmoka z zachwytu nad matką zabijającą swoje dzieci i chwalącą się tym w telewizji śniadaniowej, prędzej czy później zabijać się będzie także zniedołężniałe matki i ojców. I też będzie się tym chwalić w prime time.



Tomasz P. Terlikowski