To nie jedyna zaskakująca opinia Grodzkiej (d. Grodzkiego) na mój temat. Poseł Ruchu Palikota oznajmił także, że jestem osobą specyficzną. „Tomasz Terlikowski jest specyficzną osobą w naszym klimacie politycznym. Wydaje mu się, że w imieniu Kościoła prowadzi walkę z nowoczesnym społeczeństwem. Ale tak naprawdę szkodzi Kościołowi. Wśród wolontariuszy pomagających mi w kampanii w Krakowie były również osoby głęboko wierzące, które nie akceptują zachowania Terlikowskiego i czują się urażone jego słowami. Pamiętajmy również, że wśród osób transseksualnych też są katolicy. Takie wypowiedzi uderzają w ich godność” - przekonywał poseł Grodzka (d. Grodzki).
Cóż takiego tak uraziło posła? Otóż moja opinia, że jest on mężczyzną, który obciął sobie narządy męskie i twierdzi, że jest kobietą. Problem polega na tym, że jest to opinia, z którą nie da się polemizować. O tym, czy Grodzki jest mężczyzną czy kobietą nie decyduje bowiem jego wola, ani tym bardziej dokumenty z sądu, a geny. Jak ktoś ma układ XX – jest kobietą, a jak XY - mężczyzną. I koniec. Szczególnie w sytuacji, gdy miało się żonę i dziecko z nią. Doprawianie sobie czy usunięcie narządów nie może tego zmienić. Podobnie jak faszerowanie się męskimi czy żeńskimi hormonami.
I stwierdzenie to w niczym nie ma umniejszać dramatu osób cierpiących na transseksualizm. To niewątpliwie bardzo ciężkie schorzenie. Brak akceptacji własnej płci – musi być ogromną tragedią. I samo w sobie nie jest to grzechem. To krzyż nałożony na człowieka, z którym trzeba się zmierzyć. Nie jest jednak jego uleczeniem okaleczenie człowieka. „Punktem kluczowym tego problemu jest fakt, że transseksualna operacja chirurgiczna jest zabiegiem sztucznym i zewnętrznym, który faktycznie nie zmienia osobowości płciowej danej jednostki. Jeżeli dana osoba jest mężczyzną, pozostanie mężczyzną aż do swojego biologicznego końca. Jeżeli kobietą, zostanie kobietą” – podkreśla Kongregacja Nauki Wiary. Co z tego wynika? Otóż tyle, że taka osoba nie może zawrzeć ważnego związku małżeńskiego z osobą tej samej płci genetycznej, nie może też być zakonnicą czy zakonnikiem. Sam akt operacji jest zaś grzechem ciężkim, bowiem jest okaleczeniem zdrowego człowieka, bez adekwatnych ku temu racji, i bez szansy na realne uzdrowienie. Te krótkie opinie uzupełnić trzeba jasnym przypomnieniem, że Kościół nie wydaje zmienionych metryk chrztu, osobom, które zmieniły płeć, co także jest jasnym potwierdzeniem tego stanowiska.
Współczucie – a proszę mi wierzyć szczerze współczuję Annie Grodzkiej (d. Ryszardowi Grodzkiemu) – nie może oznaczać udawania, że rzeczywistość jest inna, niż jest. Tożsamość płciowa jest zapisana w genach, a nie w opiniach. Operacja – określana zabiegiem zmiany płci – w istocie jej nie zmienia, a jedynie usuwa jedne narządy, by zastąpić je rekonstrukcją (zazwyczaj nie do końca udaną) innych. Mężczyzna nie staje się przez to kobietą, a jedynie się do niej upadabnia. I proces wytoczony mi czy Kongregacji Nauki Wiary, nie może tego zmienić. Opinia taka nie jest podszyta nienawiścią, ale zwyczajnie jest powiedzeniem prawdy. Proces za nią, czy tym bardziej wyrok, byłby absurdem. Z równą gorliwością procesy mogliby bowiem wówczas wytaczać psychiatrom rozmaici Napoleonowie, których lekarze leczą, zamiast kupić im cesarską koronę czy odpowiedni mundur...
Tą wypowiedź można oczywiście zignorować. Poseł Ruchu Palikota próbuje wyraźnie określać się w odniesieniu do środowisk chrześcijańskich i konserwatywnych i wycierać sobie gębę publicystami z tego kręgu. Problem polega tylko na tym, że milczenie w tej sytuacji jest zwyczajnie niebezpieczne. Jeśli poseł Grodzka (d. Grodzki) wytoczy rzeczywiście proces, i jeśli sąd uzna, że nie można mówić o genetycznym uwarunkowaniu płci, to za lat kilka procesy będą też wytaczane biskupom czy proboszczom, którzy odmówią zmiany metryki chrztu czy Kongregacji Nauki Wiary.
Milczenie, fałszywe miłosierdzie dla osób cierpiących (a poseł z Ruchu Palikota nie tyle cierpi, ile robi karierę na swoim schorzeniu), pseudotolerancja nie powinna prowadzić do ukrywania prawdy. Jeśli teraz nie będziemy jej mówić, gdy jest to jeszcze możliwe, to za lat kilka zakazane będzie nawet to. A nasze dzieci będą się uczyły, że choć homoseksualizm wynika z genów, to transseksualizm – to jedynie efekt wyboru... Oba są zaś tak samo naturalne, a może nawet bardziej, niż ten prowadzący do rodzenia dzieci (a wiadomo jakie ma to skutki dla klimatu) heteroseksualizm.

