Za co bowiem sądzona będzie Katarzyna W.? Odpowiedź jest bardzo prosta. Za dzieciobójstwo. Problem polega tylko na tym, że polskie prawo dopuszcza zabicie dziecka, jeśli tylko stanowi ono zagrożenie dla życia lub zdrowia matki, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie ono tak doskonałe, jak chcieliby tego rodzice, lub gdy jego pochodzenie jest nieodpowiednie. I wtedy chulaj dusza można zabijać do woli, i nic nikomu za to nie grozi, o ile tylko dziecko jeszcze się nie urodziło. Nie brak też polityków, dziennikarzy, autorytetów którzy przekonują, że tak nieliczne przypadki, w którym można ukatrupić swoje dziecko, to absolutny skandal i naruszenie fundamentalnych praw kobiet. I że trzeba, jak najszybciej doprowadzić do sytuacji, w której kobieta będzie mogła zabić swoje dziecko na życzenie.
Katarzyna W. jest tylko – wiele na to wskazuje – pilną uczennicą tych polityków i autorytetów. Ona konsekwentnie rozwinęła ideologię wolności wyboru. Jeśli bowiem można rozerwać na strzępy dziecko w łonie matki, bo przeszkadza ono w samorealizacji, karierze czy nauce (na razie wedle polskiego prawa tego zrobić nie wolno, ale wszędzie wokoło już tak), to kolejnym krokiem jest zgoda na to, by zabijać je także po urodzeniu. A jeśli do tego dodać wyjaśnienia poważnych bioetyków, którzy od dawna przekonują, że dziecko (zarówno w łonie matki, jak i po narodzinach) nie jest jeszcze osobą, a zatem nie możemy przypisać mu prawa do życia, to Katarzyna W. w ogóle powinna przestać być traktowana jak zbrodniarka, a zostać ogłoszona bohaterką wszystkich zwolenników prawa do wyboru. Ona przecież tylko doprowadziła ich założenia do wszystkich możliwych konsekwencji. Nie ma więc powodów, by się na nią oburzać. Trzeba ją wynosić na piedestały obok innych aborcyjnych przodowniczek. I jeśli obecni zwolennicy aborcji czy eutanazji tego nie dostrzegają, to dowodzi to tylko ich braku konsekwencji w myśleniu.
Tomasz P. Terlikowski
