Jego autorzy niezwykle sprawnie posługują się proaborcyjną nowomową. Pytanie o to, czy kobieta ma prawo, jeśli przyjdzie jej to do głowy, rozerwać swoje dziecko na strzępy, wyrażone jest w sposób następujący czy kobieta – jeśli tak zdecyduje – powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży?. Zamiast prostego pytania: „Czy twoim zdaniem niepełnosprawni powinni mieć prawo do życia”, CBOS pyta się, czy kobieta powinna mieć prawo do aborcji, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone... Przykładów takich drobnych słownych oszustw jest w tym badaniu więcej.
I dlatego wcale nie zaskakuje mnie, że wciąż niemała część Polaków uznaje, że można zabijać ludzi z powodu nieodpowiedniego pochodzenia (78 procent jest zdania, że człowieka można zabić jeśli powstał w wyniku czynu zabronionego), z powodu niepełnosprawności (59 procent) czy tylko dlatego, że jego mamusia uznała, że nie chce go mieć (48 procent). To jest i tak bardzo dobry wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ogromne lobby aborcyjne i niemała część mediów wciąż pracuje nad tym, żebyśmy nie wiedzieli na czym polega „zabieg aborcji”, i byśmy zamiast języka prawdy używali zakłamanej aborcyjnej nowomowy, która pod płaszczykiem obiektywności przemyca akceptację zabijania.
Na szczęście nie brak ludzi, którzy robią wszystko, by to zmienić. Najmocniejszym argumentem przeciw pseudoobiewktywizmowi jest wystawa antyaborcyjna. Dzięki niej każdy zwolennik zabijania na życzenie musi zmierzyć się z prostym komunikatem, pokazującym skutki „prawa wyboru”. A są one oczywiste: rozerwane na strzępy dzieci i zniszczone życie kobiet... Badania na temat dostępności aborcji powinno się prowadzić ze zdjęciem zamordowanych dzieci w rękach, i ze świadectwami kobiet po aborcji w teczce. Dopiero takie badania miałyby jakikolwiek sens. Zamiast bowiem gadać o abstrakcjach każdy musiałby sam sobie odpowiedzieć na pytanie: czy wolno robić takie rzeczy? Czy wolno zabić dziecko, bo ma zespół Downa? Kto mi dał takie prawo?
A na razie zamiast badań mamy do czynienia z zabójczą propagandą, w której uczestniczą także ośrodki badania opinii publicznej, które zamiast badać opinie przekonują nas, że kompromis aborcyjny, przez który ginie ponad 500 osób rocznie jest OK!

