Może coś pominąłem, ale uważnie prześledziłem depesze i informacje poświęcone działalności naszych biskupów z ostatnich kilku dni. I ze zdumieniem odkryłem, że nie pada w nich ani słowo o skandalu – moralnym, a nie politycznym – którym żyje obecnie niemała część katolików. Biskupi nie zajęli się (jeśli się mylę proszę o sygnał, chętnie dopiszę tych, którzy jednak się tym zajęli) problemem szacunku dla zwłok, godnym ich pochówkiem, ani nawet faktem, że politycy odpowiedzialni za godny pochówek, za opiekę nad rodzinami ofiar - „kłamali, kłamią i będą kłamać”. Nie padło ani słowo na temat haniebnych słów Andrzeja Seremeta, który zaatakował rodziny ofiar uznając, że to one się nie wykazały źle identyfikując zwłoki.

 

Rozumiem, że można uznać, że takie wypowiedzi byłyby mieszaniem się w politykę, że mogłyby zostać uznane za wspieranie opozycji (a nie to jest zadaniem Kościoła). Problem polega tylko na tym, że skandal z zamianą ciał, z brakiem szacunku im okazywanym, z atakowaniem rodzin ofiar, i z coraz lepiej widoczną prawdą o tym, że w sprawie smoleńskiej władze polskie (i rosyjskie także) kłamały rano, wieczór, we dnie i w nocy, nie jest sprawą polityczną, ale moralną. Kościół, gdy władza łamie ostatnie standardy moralne, gdy pokazuje, że nie jest w stanie przyznać się do błędów, i że woli zrzucać winę za własne błędy (w najlepszym wypadku, bo wiele wskazuje na to, że nie tylko błędy, ale celową robotę) na ofiary nie może milczeć. Głos pasterzy jest niezbędny. Nie po to, by wspierać partie polityczne, ale po to, by jasno głosić zasady moralne, którym ta władza się sprzeniewierzyła.

 

Jeśli oni będą milczeć wołać będą kamienie... Bo w tej sprawie nie można zachować bezstronności. Nie jest to bowiem spór między dwoma partiami, ale spór o fundamenty człowieczeństwa i moralności.

 

Tomasz P. Terlikowski