Istnieje dobro i zło, wierność i zdrada, honor i jego brak. Człowiek może być patriotą, ale może też zostać zdrajcą. I nawet jeśli granice nie zawsze są oczywiste, to jednak w ogromnej większości przypadków takie pozostają. Odcienie szarości w działaniach zwyczajnych ludzi nie zmieniają tego, że istnieją bohaterowie, którym należy się szacunek, pamięć i cześć. Szczególnie mocno odczuwa się to w takich momentach, jak Dzień Żołnierzy Wyklętych, który przypomina, że człowiek jest zdolny (a niekiedy wezwany) do wierności i walki nawet, gdy jest skazany na przegraną. Opór, sprzeciw jest czasem konieczny, a jego brak może być traktowany, jako skaza.
1 marca to przede wszystkim moment, by przypomnieć o ludziach, którzy „zachowali się jak trzeba”, nie poddali się, nie podporządkowali „czerwonej zarazie”, ale podjęli walkę. Ich pamięć jest naszym obowiązkiem i to nie tylko ze względu na jakiś obowiązek narodowy, ale przede wszystkim dlatego, że ich przykład może i powinien stać się wzorem dla naszych dzieci. Moje córki chciałbym wychować w taki sposób, by – jeśli zajdzie taka potrzeba – potrafiły zachować się jak Danuta Siedzikówna „Inka”, a chłopców, by mieli w sobie odwagę Roja, Kotwicza i tylu, tylu innych. Odwagę, by walczyć nawet, gdy walka jest przegrana, a oni mają tego świadomość. Odwagę, by być gotowym oddać życie za wartości, które są istotne, z pamięcią, że jeśli nie ma za co umrzeć, to nie ma po co żyć (by posłużyć się cytatem z Panien Wyklętych).
Sprawy, o które warto walczyć, za które warto poświęcić życie, mogą być różne. Jest nią wolność, honor, ale może to być także ludzkie życie (patrząc na to, co dzieje się na Zachodzie wokół aborcji czy eutanazji, to są wartości najbardziej zagrożone) czy małżeństwo i rodzina (za obronę tradycyjnego jej modelu już teraz na Zachodzie można stracić pracę, zostać wyrzuconym ze studiów czy zostać pozbawionym własności). I już teraz warto uczyć dzieci, że są takie właśnie wartości, i że one są powołany do służby im i do walki o nie.
Żołnierze wyklęci, szczególnie jeśli zestawić ich losy z losami zdrajców takich jak Kiszczak czy Jaruzelski pomagają też jasno wskazywać dzieciom, czym jest dobro, a czym zło, gdzie jest zdrada, a gdzie wierność. O tym także trzeba z nimi rozmawiać nie tylko 1 marca. I to nie tylko po to, by podtrzymać pamięć, ale także po to, by nauczyć je odpowiednio wybierać. Dla każdego ojca jest chyba oczywiste, że chciałby, aby jego córka była jak Danuta Siedzikówna „Inka”, a nie jak Maria Kiszczak. I nie inaczej jest z wyborem wzorców dla synów. Normalni ojcowie chcieliby, by ich synowie byli jak Roj czy rotmistrz Pilecki, a nie jak Czesław Kiszczak czy TW Wolski Wojciech Jaruzelski.
Tomasz P. Terlikowski
