Na czym polega istota upokorzenia, jakie rzekomo miałem zadać posłowi Ruchu Palikota (a być może za chwilę wicemarszałkiniowi Sejmu)? Odpowiedź jest prosta, a udzielił jej sam polityk. - Poczułam się upokorzona wynurzeniami pana Terlikowskiego, który podważał moją tożsamość. Twierdził, że jestem mężczyzną i że nie można tego zmienić, bo geny o tym decydują. Pisał, że dostałam się do parlamentu tylko dlatego, że jestem transseksualistką – powiedział „Gazecie Wyborczej”.

 

I w zasadzie nie ma już czego komentować, bo sam polityk ośmieszył się wystarczająco. Otóż upokorzenie go polega na tym, że stwierdziłem powszechnie znany fakt biologiczny. Marksizm-genderyzm może go oczywiście kwestionować, tak jak marksizm kwestionował rozmaite odkrycia biologiczne w imię ideologii, ale rzeczywistość jest taka, że o naszej płci decyduje nie „serce i dusza”, ani nawet nie umysł tylko geny. Opowieści o dwunastu poziomach płci (w zasadzie dlaczego nie trzydziestu sześciu, albo czterdziestu czterech?) można włożyć między bajki. Tak jak lodową koncepcję wszechświata, którą niegdyś wyznawać Adolf Hitler. Obie one mają mniej więcej tyle samego wspólnego.

 

Zabawnie brzmią też stwierdzenia, że obraźliwe było stwierdzenie, że poseł Grodzka wszedł do parlamentu tylko z powodu swojego transseksualizmu. Nie wiem, jak inni, ale ja w gazetach i wywiadach udzielanych przez kandydata na posła znajdowałem wyłącznie rozważania na ten temat. A i teraz obrońcy posła i jego admiratorzy dowodzą, że właśnie jego transseksualizm (współczuje strasznej choroby) jest główną kompetencję w wyborach, a kto uważa inaczej ten homofob, transfob i zapewne ukryty antysemita. Może więc niech poseł pozwie Tomasza Lisa? On też uznaje, że właśnie transseksualizm jest główną zaletą posła...

 

Ale dość już żartów. Ten wywiad bowiem zupełnie jasno pokazuje, że celem Grodzkiej jest stworzenie świata Orwellowskiego, w którym zakazane będzie pokazywanie rzeczywistości, jeśli jest ona niezgodna z ideologią.

 

Tomasz P. Terlikowski