I niestety nie jest to przesada. Adwokata Alicji Tysiąc wzburzyło bowiem moje porównanie zbrodni aborcji do zbrodni Holokaustu. Jego zdaniem takie porównanie powinno być zakazane, bowiem służy trywializacji hitlerowskiego mordu na Żydach. Problem polega tylko na tym, że porównanie, którego użyłem jest porównaniem jednego, gigantycznego ludobójstwa do drugiego ludobójstwa. Metody uśmiercania są oczywiście inne, ale tak w przypadku Holokaustu, jak i zbrodni mordowania nienarodzonych mamy do czynienia z tymi samymi mechanizmami usprawiedliwiania. Zaczyna się od negacji człowieczeństwa skazanych na śmierć, a potem próbuje drogą sądową albo czystą przemocą odebrać głos ludziom, którzy protestują przeciwko zbrodni. Istotnym podobieństwem jest także to, że tak wtedy jak i teraz ludzie nie chcą widzieć zbrodni jaka się dokonuje, wygodniej jest im udawać, że nic się nie dzieje, że nie ma problemu, że załatwia się tylko jakieś zarodki, tak jak wcześniej załatwiało się problem żydowski...
Porównanie obu tych zbrodni ma oczywiście pewne wady. Pierwszą z nich jest to, że Holokaust pochłonął do 6 milionów ofiar, a aborcyjnego ludobójstwo pochłania rocznie ponad 50 milionów osób. W minionym dwudziestoleciu w wyniku aborcji zginęło ponad miliard osób. I takie są fakty, których nikt nie może zanegować, nie ma bowiem sporu, co do tego, że zabijane istoty należą do gatunku ludzkiego (dodajmy, że niemała część z nich była zabijana – w zgodzie z obowiązującym w wielu krajach świata prawem – w trzydziestym tygodniu ciąży). Termin zarodek czy embrion nie jest bowiem określeniem gatunku, ale stanu rozwoju...
Tych faktów nie zmieni krzyk adwokata Alicji Tysiąc, tak jak nie zmieni go sugerowanie, że za prawdę o aborcyjnym ludobójstwie powinienem siedzieć. Być może w wielu krajach świata zamknięto by mnie w więzieniu (choć szczerze mówiąc w to wątpię), ale i to nie zmieniłoby rzeczywistości. Fakty są bowiem nieubłagane. Aborcja jest zabiciem człowieka. Jej skala jest o wiele większa niż jakiegokolwiek znanego w historii ludobójstwa. I jeśli będziemy o tym milczeć, to nie tylko kamienie za nas wołać będą, ale wręcz odpowiemy za to na Sądzie. Jedynym, który ma znaczenie czyli Sądzie Ostatecznym.
I dlatego katolik, chrześcijanin nie może milczeć w tej sprawie. Wyrok, który odbierze prawo do oceniania rzeczywistości będzie więc w istocie oznaczał wyrok na wolność słowa dla chrześcijan i katolików, a także uznanie, że postawa pro life jest nielegalna. Wierzę głęboko, że w Polsce taki wyrok jest zwyczajnie niemożliwy, choć proces przeciwko „Gościowi Niedzielnemu” nieco osłabia we mnie tę wiarę.

