Przyjrzyjmy się bowiem wywiadowi zaprezentowanemu już w znaczących fragmentach przez media. Oto prezydent Miedwiediew zapewnia, że „uważa, że zrobili [mowa o Rosjanach – dopisek mój'/> wszystko, co potrzeba”. Czyli co – chciałoby się zapytać. I prezydent Miedwiediew odpowiada: „Wnioski Międzynarodowego Komitetu Lotniczego już są. Absolutnie uważam, że powinny być w pełni udostępnione wszystkim zainteresowanym. Nagrania rozmów załogi z ziemią, z wieżą kontrolną, decyzje, które były podejmowane, czynniki, które wpłynęły na podjęcie decyzji. Od początku było jasno powiedziane, że wszystkie materiały zostaną przekazane Polakom”.
I tu zapala się pierwsze czerwone światełko. Otóż te dokumenty, dane, materiały miały być przekazane Polakom już dawno temu. Obiecywał to choćby premier Władimir Putin. I niestety nie zostały przekazane. Po zapisy rozmów nasi oficjele jeździli do Rosji już kilkukrotnie i wciąż nie dostali tego, co im obiecano. Nie mamy też czarnych skrzynek, a wrak samolotu został zdewastowany przez rosyjskie służby, zanim zbadali go polscy śledczy. Słowem nie mamy od Rosjan kluczowych dokumentów, i to nawet tych, które nam obiecano. A prezydent Rosji zapewnia nas, że wszystko jest OK, i że Rosja nie ma sobie nic do zarzucenia.
Dalej zachwala zaś tempo zmian na lepsze stosunków polsko-rosyjskich. – Uważam, że współpraca ta w sposób istotny poprawiła nasze stosunki. Owszem, to się stało w efekcie bolesnego, tragicznego zdarzenia. Niemniej współpraca ta pozwoliła zademonstrować dobre intencje strony rosyjskiej – powiedział prezydent Rosji na temat współpracy polskich i rosyjskich służb. A chwilę potem dodał: „ta współpraca jest rzeczywiście bardzo głęboka, współpraca między strukturami rządowymi, między prokuraturami, między naszymi służbami lotniczymi, współpraca w ramach działalności Międzynarodowego Komitetu Lotniczego”.
I znowu nie jest jasne o czym mówi prezydent. Otóż – choć śledczy co jakiś alarmują, że brak im stosowanych materiałów, a Rosjanie lekceważą ich postulaty – to polscy politycy nie robią z tym nic, obawiając się drażnienia „wielkiego brata”. I jeśli ich bezczynność można uznać za krok ku polepszaniu stosunków, to prezydent Rosji ma rację. Ale w takim razie trudno mówić o suwerenności, a trzeba zacząć mówić zupełnie otwarcie o strachu polskich elit i stopniowej finlandyzacji Polski.
Przykłady takich niejasnych, dwuznacznych wypowiedzi można mnożyć. Tylko, że jakoś nie słychać, żeby polscy publicyści (poza tymi, których określa się „pis-owskimi”), politycy (tu pewnie będą wyjątki) podejmowali te nieścisłości i próbowali je wyjaśnić. A nie słychać, bo można odnieść wrażenie, że „partia rosyjska”, o której pisał choćby śp. Maciej Rybiński ma się w Polsce coraz lepiej. I to ona wdrukowuje ludziom w mózgi, co jest prawdą, a co nie. W takiej sytuacji Medwiediew może więc powiedzieć cokolwiek, a usłużni dziennikarze i intelektualiści odpowiednio to wyjaśnią.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

