Lekka w formie, błyskotliwa, ale przede wszystkim niezwykle mocna w treści książka Kreefta w popularnej formie diagnozuje niemal wszystkie choroby współczesnych katolików, a szerzej także doczesnej instytucji Kościoła. Amerykański apologeta nie pozwala ani na chwilę zapaść w drzemkę, ale za pomocą listów jadowitego węża do młodszego diabelskiego kolegi, mocno obnaża wszystkie nasze słabości, pokazując miejsca, przez które „swąd szatana” wdziera się do Kościoła. I dla niego, inaczej niż dla wielu polskich teologów czy publicystów, nie ma tematów tabu. Homoseksualizm jest takim samym zagrożeniem, jak liberalizm, a przesadny konserwatyzm może także niszczyć wiarę.

 

Homoseksualiści niszczący liturgię

 

Zaskakujący jest także sposób, w jaki Kreeft pisze o pewnych chorobach. Wątek homoseksualizmu wśród duchownych nie pojawia się bowiem w rozdziałach poświęconych seksualności, ale w tym, który poświęcony jest liturgii. Amerykański apologeta uznaje bowiem, że to właśnie ta przypadłość części kleru jest największym zagrożeniem dla normalnej liturgii, która powinna odwoływać się do emocji zdrowych mężczyzn i kobiet. „Świeccy byliby zdumieni i uznaliby, że to skandal, gdyby tylko wiedzieli, jak wielu księży to homoseksualiści, przynajmniej pod względem orientacji. Kościelni dostojnicy, administracja, personel średniego szczebla – jak myślisz, dlaczego wszyscy ci kapłani, tak straszliwie boją się «konfrontacji», tak obsesyjnie starają się być mili i lubiani do tego stopnia, że ograniczają się do «współczucia»? Dlaczego Twoim zdaniem tak niewielu z nich ma śmiałość działać, jak mężczyźni? Dlatego, że tak niewielu z nich to «prawdziwi mężczyźni»” - diagnozuje, ustami diabła, Kreeft. I dodaje, że wśród liturgistów uśpionych homoseksualistów jest jeszcze wyższy, i to właśnie on odpowiada za to, że męska (i kobieca) mocna, pełna dynamizmu liturgia zastąpiona zostanie spotkaniami, na których przekazywane jest „ciepełko”, i na których nawet nie wspomni się o piekle.

 

Dlaczego? Bo, jak wskazuje Kreeft, ci, „którzy mają obsesję na punkcie swoich niewłaściwych zachowań seksualnych, których nie objęli aktem skruchy, z pewnością nie chcą obcować z prawdziwie boskim i prawdziwie zmartwychwstałym Chrystusem, działającym w zdecydowany sposób Kościołem czy nawet obiektywną prawdą. I – co ciekawe – zupełnie nie chcą obcować z prawdziwym piekłem, choć mamy dla nich niemiłą niespodziankę” - zaznacza diabeł Kreefta. W efekcie zamiast liturgii (której w wydaniu trydenckim, jak żartobliwie ujmuje to Kreeft, niektórzy biskupi boją się bardziej niż diabła) otrzymujemy papkę, a zamiast Ewangelii krytyczną lekturę Pisma. Powodem jest zaś nieodmiennie „próba racjonalizacji grzechu”.

 

Zabić czystość strzałem w głowę

 

Ale diabeł nie szkodzi Kościołowi tylko za sprawą liturgii, ale także niszcząc czystość, wierność, rodzinę. Szatańska metoda jest zaś niezwykle prosta. Trzeba zdominować kulturę obrazu i przz nią sączyć przekaz rozpusty, niewierności, rozpasanego erotyzmu. „Ludzie potrafią się bronić przed ideami, które muszą przejść obok strażnika ich umysłów – rozumu. Wobec obrazów są jednak niebywale słabi. Obrazy przenikają przez ich podświadomość, a ta jest jak bezradne dziecko” - wskazuje Kreeft. I uzupełnia: „Zważ więc na siłę obrazów, Trucicielu Umysłów. Nawet profesorowie nie są tak głupi, by jej nie dostrzegać. Ujmij ideę w słowa, a będzie śmieszna. Ubierz ją w obrazy, a stanie się kusząca. Tym sposobem zdołaliśmy wpoić ludziom przekonanie, że usprawiedliwieniem dla seksu są uczucia, a nie małżeństwo”.

I właśnie dzięki tej metodzie udaje się najmocniej szkodzić nie tylko Kościołowi, ale i społeczeństwu. Promocja rozpusty osłabia bowiem wierność, to prowadzi do rozwodów i zniszczenia samej idei trwałości, a w efekcie mamy zniszczoną rodzinę, a co za tym idzie także zdestruowany Kościół, który opiera się jednak na rodzinie. Kreeft podkreśla także, że sprzeciw wobec rewolucji seksualnej nie oznacza pochwały purytańskiej wrogości wobec seksu. Chrześcijańską podstawę wobec płci ujmuje w jednym krótkim zdaniu: „żadnego seksu poza małżeństwem. Zaś w małżeństwie – im więcej, tym weselej”.

Zdrada intelektualistów

 

Istotną rolę w dewastacji Kościoła mają również „katoliccy” intelektualiści. Oni, uznając, że wiedzą lepiej od papieża, czego powinien nauczać katolicyzm, doprowadzili do sytuacji, w której „wykładowca teologii w katolickim college'u, który wierzy w to samo, co Kościół, nie jest regułą, lecz rzadkim wyjątkiem. Często zresztą uważa się go za fanatyka i utrapienie”. Metodą owych „katolików” jest zaś powoływanie się na nieokreślony kompromis, dialog czy wreszcie na „ducha Soboru”. „Widzisz, pod wielozdaniowym hasłem, mówiąc o «duchu Soboru Watykańskiego II» udało nam się przemycić coś, co w praktyce jest nową religią. Na dźwięk wspomnianego hasła katolicy często przestają myśleć i ogarnia ich poczucie ciepła i nieokreśloności. Zwalniają się tym samym z czytania rzeczywistych dokumentów Vaticanum II i przywołują tylko jego «ducha», aby usprawiedliwić orgie «otwartości» - otwartości na wszystko” - uzupełnia diabeł Kreefta.

 

Duch Soboru czy nowoczesności usprawiedliwiają więc kwestionowanie dogmatów. W Polsce na razie nieomylności papieskiej, istnienia piekła czy jedyności Kościoła, ale na Zachodzie coraz częściej także realności Wcielenia, dziewiczego poczęcia czy Boskości Chrystusa. A wszystko oczywiście w ramach otwartości na odmienność. Efektem jest odrzucenie nie tylko wiary, ale też moralności. „... ważne jest, abyśmy podważali dogmaty, czyni to różnicę nie tylko w myśleniu, ale i życiu śmiertelników” - podkreśla Kreeft. A choć jego rozważania odnoszą się przede wszystkim do Kościoła na Zachodzie, to trudno nie zadać pytania, czy podobnych (może na mniejszą skalę) zjawisk nie dostrzegamy także w Polsce?

 

Lekarstwo JP2

Myliłby się jednak ten, kto uznałby książkę Kreefta za biadolenie frustrata. Co to, to nie. Apologeta pokazuje, że pontyfikat Jana Pawła II zmienił wszystko. On wytyczył nowe fronty, sprawił, że chrześcijanie (nie tylko katolicy) o ewangelicznym podejściu do swojej wiary zaczęli się jednoczyć i wspólnie działać przeciwko rozwadnianiu wiary. „Wojownik” Jan Paweł II przywrócił chrześcijanom optymizm, pokazał, że ekumenizm może oznaczać już nie tyle tolerancjonizm, ile współpracę i wspólną walkę o fundamenty moralne (w innych swoich książkach Kreeeft określa to mianem „ekumenicznego dźihadu”). Benedykt XVI – o czym Kreeft nie pisze, bo książka jest sprzed czasu tego pontyfikatu, przywraca zaś moc liturgii. Słowem zmienia się na lepsze. W Kościele, bo dla Zachodu może być już za późno.

P. Kreeft, Listy jadowitego węża. O subtelnym psuciu ludzkiego robactwa, tłum. K. Bendarek, Warszawa 2012, ss. 264.

 

Tomasz P. Terlikowski