Furda kryzys, gdy się człowiek napali maryśki. Wtedy można spokojnie oddać się marzeniom o drugiej Irlandii, a nawet pierwszej Japonii. Wtedy niestraszne bezrobocie, nie jest problemem kredyt we frankach, i nawet nieprzejezdne drogi przestają przeszkadzać. Zawsze można przecież zostać u siebie i podróżować w marzeniach. Projekt, by „sadzić, palić i legalizować” marihuanę jest więc pierwszorzędnym projektem walki z kryzysem. Zamiast działań, trzeba ludziom stworzyć ich własny matrix.

 

Dla tych zaś, którzy od palenia i zaciągania wolą inne rozrywki, swoją propozycję ma SLD (nie mylić z LSD, które w odróżnieniu od postkomunistów, na razie w Polsce pozostaje nielegalne). Oni, jeśli już jak Biedroń senior zamierzają zawrzeć związek małżeński z innym facetem mogą liczyć na pomoc czerwonych. Oni zapewnią im, że państwo przyzna im przywileje dotąd związane z posiadaniem dzieci, który jako żywo dwóch panów, choćby nie wiem, co robiło, mieć ze sobą nie będzie. Jako pierwsi w sprawie projektu mają spotkać się tęczowy Rysiek z SLD i Robert Biedroń od Palikota. Nie jest jasne, czy panowie chcą dać innym przykład, czy tylko sobie pogadać, ale jeśli sam Kalisz jest tak gorącym zwolennikiem takich związków, to może powinien zacząć od siebie? Nie wiem tylko, co na to Biedroń, który chce wyjść za mąż za innego pana.

 

Mniejsza zresztą o obu polityków. Istotniejsze jest co innego. Otóż dzięki ich aktywności zamiast zająć się walką z kryzysem, ekonomią czy choćby demografią (za chwilę nie będziemy mieć ZUS-u, a składek wystarczy najwyżej dla działaczy gejowskich), zajmujemy się gadaniem o paleniu i ciupcianiu. Trudno o lepszą opozycję dla „pracusia” Tuska. Dzięki niej i usłużnym mediom premier będzie mógł grać w piłkę codziennie. A nie tylko raz w tygodniu. Aż do czasu, gdy przyjdzie nam za to wszystko zapłacić...

 

Tomasz P. Terlikowski