Legalizacja zabijania chorych i starców (zwanej przez jej zwolenników eutanazją), poszerzenie dostępności do aborcji przez nieletnich, mocniejszy nacisk na edukację seksualną dzieci czy wreszcie walka z katolickimi szkołami, adopcja dla par homoseksualnych – to tylko część programu, jaki przygotował dla laickiej i tak Francji jej nowy prezydent. Francois Hollande może zatem pchnąć Francję na jeszcze bardziej radykalne tory. A jako, że jej wpływy w Europie są o wiele większe, niż Hiszpanii, wzmóc się może także nacisk na te kraje europejskie, które w rewolucji obyczajowej uczestniczyć nie chcą.

 

I nie ma się, co łudzić nadzieją, że Hollande nie jest specjalnie charyzmatyczny. Jose Luis Zapatero też taki nie był. Zanim został premierem Hiszpanii miał ksywkę „Jelonek Bambi”, a jednak wykonał kawał złej roboty. I podobnie może być z „budyniowatym” Hollandem. Szczególnie, że w sytuacji postępującego kryzysu będzie on potrzebował dowodów na to, że głosowanie na niego było ważnym aktem. Finansów raczej nie uzdrowi, nie uda mu się także zlikwidować bezrobocia. Zamiast tego da zatem Francuzom kolejną rewolucję, w efekcie której także we Franci eutanazja będzie legalna, zabijanych będzie jeszcze więcej dzieci, a katolików pozbawi się kolejnych praw.

 

Tomasz P. Terlikowski