O tym, że w części klinik zapłodnienia in vitro proponowano parom sprzedaż zarodków wiadomo od dawna. Nie jest także tajemnicą to, że część z nich – bez większych wątpliwości – niszczy zarodki czy wręcz wylewa je do ścieku. Od takiego braku szacunku dla ludzkiego życia już tylko krok do handlu ludźmi i przekazywania ich na badania. I niestety takie rzeczy dzieją się na całym świecie, nie ma zatem powodów, by niekontrolowany przez nikogo i napędzany pragnieniem zysku za wszelką cenę, przemysł in vitro w Polsce był od nich wolny. Histeryczne zaprzeczenia jego przedstawicieli tylko wzmacniają podejrzenia w tej sprawie.

Dlatego dobrze, że minister sprawiedliwości miał odwagę o tym powiedzieć. Ale na tym sprawa nie powinna się skończyć. Tego typu wypowiedź z ust ministra powinna mieć konkretne skutki. Najpierw dowody czy mocne poszlaki, a później działania organów ścigania i organów sprawiedliwości. Niezależnie bowiem od braku zapisów prawnych, życie ludzkie jest w Polsce chronione, a handel żywym towarem jest zabroniony. Jeśli zatem istnieją poważne przesłanki do tego, że te dwie fundamentalne zasady są łamane, to trzeba zacząć działać. Policja i prokuratura powinna wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli zaś brakuje do tego narzędzi prawnych, to trzeba jak najszybciej je stworzyć. Szczególnie, że jak rozumiem, zdecydowana większość posłów deklaruje chęć zakazania handlu ludźmi... Dowodem na to, czy rzeczywiście tak jest będą działania (lub ich brak) w odniesieniu do klinik zapłodnienia in vitro, co do których istnieją uzasadnione podejrzenia, że mogą likwidować zarodki lub nimi handlować.

Tomasz P. Terlikowski