… no właśnie, to wówczas nie znaczy to nic. Bo wiadomo odmienna kultura, inne wzorce zachowań sprawiają, że taki imigrant (czy inny „Belg” o bliskowschodnim typie urody) nie rozumiem prostego „nein”. On myśli, że gdy kobieta mówi nie, to w istocie myśli co innego. I bierze sobie, co chce. A jeśli kobieta bezczelnie kontynuuje swoje „nie”, to… zawsze można ją poparzyć albo przynajmniej okraść. W imię ubogacenia kulturowego i multikulti.
I broń Boże nie należy o tym wspominać w mediach. Wiadomo bowiem, że niestety w Europie wciąż funkcjonują grupy faszystów, którzy uznają, że normy i zasady moralne są wspólne wszystkim. I że jeśli coś jest gwałtem, to jest nim zarówno, gdy sprawcą jest biały, ale i wtedy gdy jest nim popielaty, różowy czy „Belg”. Taki faszysta, który nie dostrzega zróżnicowania kulturowego, mógłby więc informację o multikulti w praktyce wykorzystać do swoich celów. I, nie daj Boże, wykorzystać do podważania jedynie słusznej polityki Angeli Merkel i innych niemieckich przywódców. Lepiej niech więc faszyści nie wiedzą. A kobiety zamiast latać do mediów powinny zostać odpowiednio ukarane, bo przecież jest absolutnie niedopuszczalne, by prowokowały biednych „Belgów” i innych imigrantów. Gdyby panie siedziały w domach, i to odpowiednio zabezpieczonych, to nie prowokowałyby biedaków i byłby spokój.
Nie wolno też dopuścić, by media, w imię jakiejś wymyślonej wartości, jaką jest wolność słowa informowały o przypadkach wzajemnego ubogacania się. Jest przecież oczywiste, że ludzie – nawet nie faszyści – mogliby się zgorszyć. Lepiej więc przygotować im medialny matrix, dzięki któremu nie będą się już denerwować. A wszystko w imię nowego, wspaniałego świata, który lewica buduje.
Tomasz P. Terlikowski
PS. Wpis został zainspirowany dzisiejszą wypowiedzią publicystki "Newsweeka" Renaty Kim w Radiu Tok FM.
