„Dowiedziałem się, że ostatnio mojemu ulubieńcowi, abp. Gądeckiemu, nie podobają się niedzielne zakupy oraz weekendowe wyjazdy rodaków za miasto. Mam coraz mniej siły na bycie owcą w stadzie tego pasterza. Czy można zawiesić swoje "katolstwo" do czasu pojawienia się na arcybiskupim stolcu kogoś bardziej na czasie?” – napisał na Facebooku „Grabaż”.
A jego wypowiedź dowodzi niestety, że muzyk będzie zmuszony zawiesić swoje członkostwo w „katolstwie” dożywotnio. Tak się bowiem składa, że ani ten, ani żaden inny biskup czy metropolita nie zmieni tego, że w niedzielę należy świętować, a nie robić zakupy. Świętowanie to zaś, i tego także nawet najbardziej na czasie biskup katolicki zmienić nie może, to uczestnictwo w mszy świętej, bycie z rodziną, modlitwa, a nie robienie zakupów czy konsumpcjonizm. Warto też przypomnieć „Grabażowi”, że przykazanie, by dzień święty święcić nie zostało wymyślone przez „pasterzy”, ale zapisane przez samego Boga w Dekalogu. Jego respektowanie jest więc absolutną podstawą religijności.
Jeśli to wszystko się Grabowskiemu nie podoba, to niestety zawieszenie „katolstwa” będzie się musiało przedłużać i to dożywotnio. A jedyną drogą jaka pozostanie muzykowi będzie wstąpienie do Kościoła husyckiego. Tam, przynajmniej w Pradze, nabożeństwa niedzielne już zlikwidowano, a zamiast nich organizuje się bilard i inne atrakcje, by wierni nie nudzili się. Wiernych od tego nie przybywa, ale przynajmniej „Grabaż” byłby tam zadowolony. A na poważnie, jeśli można cokolwiek muzykowi doradzić, to doradzałbym chwilę modlitwy przed zamieszczeniem wpisu. To naprawdę pomaga i pozwala uniknąć kompromitacji.
Tomasz P. Terlikowski
