Pomysł, by zgodzić się na zabawę, w której ksiądz zadziera sutannę, odsłania nagie kolana posmarowane substancją (w istocie nie ma znaczenia, czy jest to pianka do golenia czy bita śmietana) jest właśnie przykładem takiej głupoty. I to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze kapłan powinien jasno i zdecydowanie powiedzieć wymyślającym takie zabawy dziewczętom (a ponoć to one były autorkami scenariusza), że pewne działania są niegodne księdza czy choćby dorosłego mężczyzny. I to jest właśnie takim. Powinno to zostać powiedziane jasno, zdecydowanie i konsekwentnie, z podkreśleniem, że jeśli odmawiam „zabawy”, to z szacunku dla godności kobiecej dziewcząt.

 

Niestety tak się nie stało. Ksiądz w „zabawie” (sądząc po zdjęciach żenującej, że aż zęby bolą) wziął udział. I w efekcie na zdjęciach zobaczyliśmy dziewczęta klęczące przed księdzem (rozumiem, że mogło chodzić o hołd kotów, ale nie rozumiem, że ksiądz czy jakikolwiek świadomy swojej męskości i godności kobiety mężczyzna mógł się zgodzić na tego typu gest), który ma wysmarowane kolana jakąś substancją (szczerze mówiąc nie bardzo mnie obchodzi, czy była to śmietanka czy pianka do golenia). Zdjęcia te zaś wrzucono, jakby nie rozumiejąc, co one przedstawiają na stronę internetową. W efekcie mamy aferę na całą Polskę. Aferę, do której zupełnie nieprawdziwie dorzucono podtekst pedofilski, które tam nie ma (bo gdyby był to nigdy zdjęcia nie znalazłyby się w internecie).

 

Jest jednak inny problem. Dlaczego ksiądz nie potrafił zachować godności swojego stanu. Kapłan jest naprawdę ostatnią osobą, która powinna w ten sposób bawić się z dziećmi. Nie jestem księdzem, ale jako ojciec (a przecież ksiądz w szkole czy parafii ma być właśnie duchowym ojcem dla dzieci) nigdy nie zgodziłbym się na to, by moje (biologiczne) dzieci oddawały mi taki hołd. Nie potrafiłbym zaakceptować, że moja córka (nie jest jeszcze w gimnazjum) klęczałyby (czy stały na czworaka) przede moimi rozwalonymi nogami wysmarowanymi, a niech tam, pianką do golenia. Nie chciałbym takich „hołdów” od żony, ani od innych kobiet, bo akurat takie zachowanie jest dowodem braku szacunku dla kobiety, ale także dla siebie. Nie rozumiem, jak ksiądz może tego nie rozumieć, jak może się godzić na zachowania żenujące.

 

Nie rozumiem też, jak bardzo trzeba być zadufanym, by uznać, że takie działania na mnie nie będą działać. Jesteśmy tylko ludźmi i pewne działania na nas oddziałują. Mężczyzna pozostaje mężczyzną, także wtedy, gdy otrzyma święcenia kapłańskie. Emocje, seksualność nie odpływa wraz z nimi. I dlatego trzeba się bardzo pilnować. Zabawa w kocenie, jako żywo takim pilnowaniem nie było. Nie twierdzę, że w jej trakcie doszło do jakiegoś skandalicznego złamania zasady celibatu, ale twierdzę, że była ona zwyczajnie bardzo niebezpieczna, i to nie tylko dla dziewcząt, ale i dla samego kapłana.


Wszystkie te pytania sprawiają, że – szczególnie po medialnej aferze – trudno pozostawić te sprawy bez decyzji. I nie chodzi o kamienowanie księdza, o włączenie się w chór atakujących Kościół, ale o autentyczną troskę o wspólnotę naszej wiary, ale także o to byśmy nie zatracali – w zseksualizowanym świecie – świadomości godności płci i seksualności. A także byśmy w poszukiwaniu „fajności” nie tracili znaczenia kapłaństwa, ojcostwa, bycia nauczycielem, i świadomości, że uczeń jest dla nas drugim Chrystusem, którego kocić - w taki szczególnie sposób -  nie powinniśmy. Ta sprawa nie powinna być dla nas chrześcijan okazją do zglanowania księdza, ale do zadania sobie kilku bardzo poważnych pytań.

 

Tomasz P. Terlikowski