- Naczelny ksiądz Rzeczypospolitej (bez sutanny) martwi się o nasze dusze i ciało w związku z koncertem Madonny - pisze Monika Olejnik o mnie w komentarzu w „Gazecie Wyborczej”. A dalej uznaje, że milczałem w sprawie poznańskiego księdza, zamiast tego zajmując się Madonną. Jest to oczywisty fałsz, bo jasno i wyraźnie napisałem, co sądzę o tamtej sprawie. Ale fakty nie mają przecież znaczenia, gdy można zaatakować i ośmieszyć przeciwnika.

 

Ale mniejsza o kłamstwa Olejnikowej. Do nich można się w sumie przyzwyczaić. O wiele istotniejsze jest co innego. Otóż jej tekst pokazuje, jak przy pomocy prostych manipulacji, można próbować zamknąć usta Kościołowi w sprawach kluczowych. Taką kluczową sprawą jest ustrzeżenie wielu ludzi przed mocnym, satanicznym przekazem, który obecny jest na koncertach Madonny. Aby jednak nie pozwolić ludziom usłyszeć tego przekazu kieruje się ich uwagę na inne sprawy: a to Telewizję Trwam (co ona ma do tego), a to księdza przestępcę (który powinien zostać wydalony ze stanu duchownego). Jednym słowem my o zupie, a oni o...

 

Zabawne jest również to, że tekst zaczyna się od sugestii, że Kościół nie powinien zajmować się Madonną, bo to temat bez sensu, podobnie jak troska o małżeństwo, a kończy stwierdzeniem, że Kościół zajmuje się tylko Telewizją Trwam. Są to twierdzenia sprzeczne, ale w ideologicznym zaślepieniu logika czy rzeczywistość mogą przeszkadzać. A do tego każdy powód jest dobry, by niszczyć Kościół i przesłaniać jego mocne ostrzeżenia kierowane do ludzi z troski o ich życie wieczne. Ono zaś jest ważniejsze, niż wszystko inne.

 

Tomasz P. Terlikowski