Afera z trotylem (tak jak ta związana zamianą zwłok) powinna zmieść ekipę Donalda Tuska. I zapewne by zmiotła, gdyby nie to, że właścicielem „Rzeczpospolitej” nie był już brytyjski Mecom, a Grzegorz Hajdarowicz. Dzięki jego pomocy ekipie Tuska udało się, nie tylko wyjść obronną ręką, z afera związanej z trotylem, ale jeszcze wykorzystać ją do rozprawienia się z resztkami wolnej, mainstreamowej prasy. Po – wszystko na to wskazuje – prawdziwych informacjach o trotylu zwolnieni zostali nie premier czy jego ministrowie, ale Gmyz i Wróblewski.

 

I to, że teraz prawda wychodzi na jaw jeszcze niczego nie zmienia. „Uważam Rze” zostało już w istocie zlikwidowane, „Rzeczpospolita” w pełni przejęta, a informacje o trotylu skutecznie zneutralizowane. Zeznania producenta czy nawet potwierdzenie informacji przez prokuraturę, nie cofną czasu. Ale walka o prawdę toczy się dalej. I wierzę głęboko, że w końcu ją poznamy. Kłamstwo i manipulacja nie może być silniejsza od prawdy.

 

Tomasz P. Terlikowski