Materiały, które udało nam się zabezpieczyć jeszcze dziś trafią do organów ścigania, i one – mam nadzieję – zajmą się ustaleniem, kto stał za atakami na portal poświęcony. Nawet pobieżna analiza tego, co się wydarzyło nie pozostawia jednak wątpliwości, że ataki związane były z naszym zaangażowaniem przeciwko walce środowisk lewackich o niszczenie rodziny i promowanie kultury gejowskiej. W schemat (tak wiem, że to teorie spiskowa, ale jakoś trudno od niej uciec) dobrze wpisuje się także fakt, że gdy tylko dokonywano zmian na naszej stronie, natychmiast informowane były o niej lewicowe media i antychrześcijańscy blogerzy, którzy błyskawicznie rozpowszechniali informacje, zarówno o zmianach, jak i o ich wycofaniu. To oczywiście nie są dowody, ale bardzo poważne, przynajmniej dla mnie, poszlaki wskazujące na to, z jakich powodów nastąpił ten atak.

 

Ostatnie dni były dla Frondy.pl, dla mnie osobiście także, trudne. Otrzymywałem maile z sugestiami, co należy ze mną zrobić (i sugestia Jarosława Kuźniara, że trzeba włożyć moja głowę do ciekłego azotu, była najdelikatniejszą z możliwych), i co ze mną zrobić, gdzie i co wbijać. Część z tych maili, wpisów, ataków nadaje się do prokuratury, bo są już zwyczajnymi groźbami karalnymi. Te ataki na Frondę, ale też na mnie uświadomiły mi, jak ważne jest to, co robimy, i jak wielu może zależeć na tym, by jasny, wyrazisty, zadziorny głos katolików, którzy chcą walczyć o swoją wiarę, i którzy wiedzą, że rodzina, rozsądek, religia i nasza rzeczypospolita są wartościami, przestał być słyszany, ośmieszony.

 

I jakoś nie wierzę, by miało być łatwiej. Walec rewolucji obyczajowej już przejeżdża przez nasz kraj. W promowanie antykultury śmierci zaangażowani są politycy, dziennikarze, ale i hakerzy. Oni (z każdej z tych grup) nie odpuszczą. Będą próbowali niszczyć przestrzeń debaty, destruować wolność słowa, ośmieszać i dyskredytować tych, którzy myślą inaczej niż oni. Fronda.pl, tak jak całe środowisko, jednak nie odpuści. Będziemy nadal robić to, co robimy, będziemy informować, formować, a także działać, tak by – jak kiedyś Dawid Goliata – zatrzymać walec choćby strzałem z niewielkiej procy. My z tej naszej procy będziemy nadal strzelać. Bóg jest po naszej (chrześcijan) stronie! Nie musimy się lękać.

 

Ale mieliśmy w tym czasie także ogromne wsparcie. Ja sam dostałem wiele telefonów, maili, sms-ów z wyrazami sympatii, z propozycjami pomocy, z zapewnieniem o modlitwie. Każdy z nich był dla nas bardzo ważny, każda modlitwa, każde dobre słowo bardzo nam pomogły. Dlatego za nie wszystkie bardzo, bardzo serdecznie naszym czytelnikom, sympatykom i wszystkim innym dziękuję. Bez waszej pomocy, bez wsparcia modlitewnego, ale nie tylko, byłoby nam o wiele trudniej. Bez Was, bez Waszego zaangażowania i wsparcia nasza praca nie miałaby sensu. Jeszcze raz dla Was wszystkich wielkie „Bóg zapłać”!

 

Tomasz P. Terlikowski