Terlikowski: Ewangelizacja po protestancku, ale też dla katolików - zdjęcie
24.09.15, 09:40

Terlikowski: Ewangelizacja po protestancku, ale też dla katolików

3

Historia jest prosta. Pastor spotyka ulicznego kaznodzieje, który zadaje mu pytanie: czy wierzy w krzyż Chrystusa. Odpowiedź: jestem pastorem, nie zadowala go. – Nie o to pytałem – odpowiada. A protestancki duchowny pozostawiony z pytaniem zaczyna stawiać je w codzienności. Wobec dziewczyny w ciąży, wobec małżeństwa, które wciąż nie przepracowało żałoby po stracie córki itd. I to pytanie, a dokładnie szukanie na nie odpowiedzi zaczyna zmieniać życie kolejnych osób. Wiara, która zostaje przeżyta, zaczyna czynić cuda. I chodzi nie tylko o zbawienie, ale przede wszystkim o uzdrawianie relacji, ratowanie życia i wreszcie przemienianie małżeństwa.

Wiele w tym filmie może irytować. Postacie są przerysowane, ewangelizacja momentami natrętna, a ewangelikalny protestantyzm aż bije po oczach. A jednak historia jest po prostu prawdziwa. Każdy, kto uwierzył wiem, że takie rzeczy się zdarzają, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, i że sercem przyjęta wiara i wyznanie jej ustami prowadzi do zbawienia. I właśnie dlatego serdecznie polecam  ten film. On nie tylko trzyma w napięciu, wzrusza i bawi, ale przede wszystkim jest solidną porcją dobrej ewangelizacji. Owszem momentami czysto protestanckiej, ale w duchu, który nie zaszkodzi także katolikom. W istocie jest to bowiem mocny komentarz do słów św. Jakuba, które bliskie są także katolikom, o tym, że wiara bez uczynków martwa jest. Opowieść, która skłania do myślenia, do modlitwy i do zmiany własnego życia.

Tomasz P. Terlikowski

A to zapowiedź filmu


Komentarze (3):

anonim2015.09.24 9:54
To jest taaak kiepski film, że nawet dla "beki" nie warto go oglądać, jest po prostu niewyobrażalnie nudny. Nie bardzo rozumiem też jaki ten film ma mieć cel, bo jeżeli kogoś nawrócić, czy przekonać do czegokolwiek to droga daleka. Ten film jest dla dewotów religijnych, którzy po wyjściu z kina będą się z zadowoleniem klepać po plecach. Więc jeżeli celem filmu było utwierdzić dewotów w ich dewoctwie to misja spełniona. Polecam wszystkim frondowym pieniaczą, nawet jeśli macie gust to się wam pewnie spodoba.
anonim2015.09.24 9:55
A jak Pan rozumie przezycie wiary w kontekscie pomocy uchodzcom? Czy wobec nich nie trzeba czynic uczynkow bez ktorych wiara pozostaje martwa?
anonim2015.09.24 10:17
A jak była nudna i patetyczna Cristiada, to tylko spiski wszędzie lewackie były przeciwko wielkiemu dziełu. Cukierkowatość i mdłość to generalnie problem wielu twórców eksponujących wiarę w twórczości. Dotyczy to chyba wszystkich wyznań.