Wnioski z tego są dość oczywiste. Otóż ministerstwo zdrowia, a także rząd Donalda Tuska, uznali, że istotą Euro 2012 nie będą jakieś tam mecze, w których jacyś tam faceci będą się uganiali za piłeczką, ale przygodny seks. Kibice przyjadą tu wyłącznie po to, by dopaść gdzieś jakąś dziewojke (a może nie tylko, bo w sumie, dlaczego mają być homofobiczni) i... A nasz rząd, żeby im w tym pomóc zaopatrzy ich w gumki. Za nasze dodajmy pieniądze.
I o ile, choć nie jestem kibiciem i Euro ani mnie ziębi ani grzeje, nie miałem nic przeciwko, by za moje pieniądze budować stadiony, to przeciwko wydawaniu także mojej kasy na gumki dla niewyżytych już protestuje. Jest ich sprawą, co robią ze swoim życiem, ale nie widzę najmniejszego powodu, by ministerstwo zdrowia z publicznych pieniędzy finansowało akcję, która w istocie promuje rozpustę. Nie ma pieniędzy na przedszkola, na pomoc ubogim rodzinom, ale na gumki już jest. Czy zatem nasze państwo rzeczywiście chce promować rozpustę? Czy nie mamy ważniejszych wydatków niż gumki? I czy rzeczywiście jest zdania, że Euro powinno być świętem seksu, a nie sportu?

